Za darmo? Umarło
Udajemy każdego dnia. Przed sobą, żoną, dzieckiem, rodzicami i przed szefem też. Tak pewnie jest łatwiej i wygodniej. Nie trzeba się mierzyć z problemem, skoro go „nie ma”.
Jeśli komuś się wydaje, że w polityce jest inaczej, niech spojrzy na wiernych wyznawców pewnej partii, która decyduje dziś, który sędzia jest dobry, a który zły. Albo niech się dobrze przypatrzy poprzednikom, a nawet poprzednikom poprzedników.
Tam też od groma było takich, którzy w imię lepszej „Polski” udawali, że jest dobrze, a naród zmierza ku lepszej przyszłości. Znajome hasła? A jakże! Jest jednak coś pewnego, coś co było jasne i 30 lat temu i teraz. Tym wyznacznikiem jest zasobność naszego portfela.
Jeśli politycy tej czy innej opcji mówią, że coś jest za darmo… to ktoś za to będzie musiał zapłacić. A jeśli mówią, że czegoś nie da się zrobić, to znajdą się tacy, którzy powiedzą, że się da.
No więc dobrze, że jest coś, co pojawia się w wielu polskich domach, a czego jeszcze kilka lat temu nie było. Ale zupełnie nie jest dobrze, gdy nie idzie za tym rozwój. Gdy jedynym pomysłem na wyborczą wygraną jest organizacja igrzysk i odrobina chleba.
Nie jest dobrze, gdy się udaje, że coś się robi, gdy nie robi się zbyt wiele. Bo przyjdzie taki dzień, a jest on bliżej niż dalej, że za wszystko ktoś zapłaci. Nowak już płaci więcej robiąc zakupy, za chwilę będzie więcej płacić za prąd, gaz, podobnie jak już płaci ogromnie dużo w porównaniu z Czechem czy Niemcem za odbiór śmieci.
I jakoś tak się u nas utarło, że za wszystkie reformy płacą nie ci, którzy je wymyślają. A szkoda. Gdyby było odwrotnie… Może byłoby normalniej. Prościej. I zwyczajnie lżej. Ludziom. To znaczy Wyborcom. Bo to przecież oni wybierają przyszłość.
Prawda? Ks. Tischner gdyby żył, pewnie by teraz odpowiedział, jaka to prawda.