Terapia szokowa
Wydaje się, że w sytuacji choroby zwanej coraz większym brakiem personelu medycznego, stosowana jest wyłącznie... terapia szokowa. Zamknięty oddział, poradnia, zatrzaśnięte przed pacjentami drzwi. Wtedy się budzimy, grzmimy, oczekujemy zmian.
Tymczasem nagłego ozdrowienia naprawdę nie będzie. Średnia wieku wielu polskich specjalistów waha się w granicach pięćdziesiątki, a dziura pokoleniowa w naszych lecznicach jest gigantyczna. Poszukiwanie cudownego leku na tę chorobę trwa, choć z góry skazane jest na niepowodzenie. Uruchamianie w ekspresowym tempie kolejnych kierunków medycznych na kolejnych uczelniach publicznych i niepublicznych zaczyna sprawiać, że zadajemy pytanie o jakość kształcenia. Jakość, która może wprost przełożyć się na uratowanie (bądź nie) ludzkiego życia. Warto o to pytać!
Zanim absolwenci tych studiów staną się doświadczonymi specjalistami - upłyną długie lata. Co zatem zrobić tu i teraz, gdy lekarzy mamy... jak na lekarstwo?
Nieuniknione wydaje się wyjście związane z wykorzystaniem potencjału zagranicznych medyków. Decyzja trudna, kontrowersyjna i przypominająca konieczność odkażenia rany: boli, szczypie, ale docelowo pomaga.
Medice, cura te ipsum.