Lekarze nie dawali jej dużych szans. Guz miał pięć centymetrów. Walnęłam pięścią w stół i postanowiłam walczyć. Do tej pory nie wiem, skąd we mnie jest tyle siły, ale dałam radę! Chemioterapia sponiewierała mną tragicznie, jednak na tyle skutecznie, że można było amputować pierś – opowiada Małgorzata Bulińska z Czerwionki-Leszczyn.
Bardzo chciała żyć. Wierzyła, że pokona okrutną chorobę i… wygrała. Żyłam dziesięć lat, byłam zdrowa. Kiedy myślałam, że to wszystko już za mną - nastąpił nawrót. Rak drugiej piersi. Tym razem jednak przyjęłam diagnozę dużo lepiej bo wiedziałem co mnie czeka. Byłam wściekła i zrozpaczona, ale tylko przez chwilę, postanowiłam przegonić raka i to dosłownie – wyjaśnia pani Małgorzata.
Tydzień po chemii po prostu założyła buty i biegała po lesie. Bliscy i znajomi byli w szoku. Bo jak to tak? Walczy z rakiem i biega? Wszyscy byli przerażeni, nie potrafili zrozumieć, ile to dla mnie znaczy i ile daje mi siły do walki – mówi Małgorzata Bulińska. Nie poddała się. Znów zakładała buty do biegania i znów „lądowała” na leśnej trasie. Przez cały czas leczenia aż do dzisiaj każdą wolną chwilę spędzam biegając. Niech każdy nazywa to jak chce: szaleństwem, wariactwem.. Ja wiem, że w tym jest metoda i tego się trzymam. Kocham biegać i będę to robiła tak długo, jak tylko będę miała siłę – dodaje. Zachęca wszystkie kobiety, które przeszły chorobę nowotworową, by żyły aktywnie - jeśli tylko pozwala na to ich stan zdrowia. Ruch może stać się pasją, sposobem na "przegonienie" raka także ze swoich myśli, z naszej codzienności - podsumowuje.
Małgorzata biega nawet wtedy, gdy pogoda za oknem nie jest zbyt zachęcająca. To choroba nauczyła mnie by doceniać każdy dzień i każdą chwilę…