Elektryk chciał zmienić historię. Przygotował zamach na Chruszczowa

Nikita chruszczow do tekstu o zamachu
Kastelik

Szymon Kastelik

15 lipca 2019

15 lipca 1959 roku mieszkaniec Zagórza Stanisław Jaros dokonał nieudanego zamachu na życie przywódcy ZSRR Nikity Chruszczowa. Bombę własnej konstrukcji umieścił nad koroną drzewa przy ówczesnej ul. Armii Czerwonej. 

Nikita Chruszczow przybył do Polski, aby świętować 15. rocznicę utworzenie Polski Ludowej. O wizycie przywódcy ZSRR media poinformowały 6 lipca. Wtedy właśnie 27-letni Stanisław Jaros rozpoczął planowanie zamachu. 

- Zamachowiec był prostym człowiekiem, który działał jeszcze w okresie podziemia. Nie powiedział nikomu o zamachu na Chruszczowa, dlatego też nikt nie mógł stwierdzić jak to się stało – wyjaśnia prof. UŚ dr hab. Zygmunt Woźniczka.

Jaros znał się doskonale na urządzeniach i instalacjach elektrycznych. Potrafił skonstruować je samemu. Podobnie było z ładunkami wybuchowymi. Wcześniej dokonał kilku mniejszych ataków. Wysadził między innymi: stację benzynową, koparkę czy też stację transformatorową. 

Przygotowanie zamachu

Dzień przed wizytą Chruszczowa przedstawiono mieszkańcom Zagłębia Dąbrowskiego plan i harmonogram przejazdu I sekretarza KC KPZR i jego polskiego odpowiednika Władysława Gomułki. Wówczas Stanisław Jaros obrał za cel ulicę Armii Czerwonej w Zagórzu. Dzisiaj to ul. Braci Mieroszewskich. Służby przeprowadziły inwigilację mieszkańców i zabezpieczyły całą trasę w ramach akcji „Pokój”. Nie przeszkodziło to jednak Jarosowi w zamontowaniu bomby.

- Dokonał tego zamachu za pomocą impulsu elektrycznego. Bomba była zawieszona na słupie i przez lornetkę patrzył kiedy podjedzie samochód. Nacisnął przycisk i wtedy zdetonował bombę zdalnie – dodaje profesor UŚ dr hab. Z. Woźniczka.

Przedwczesny wybuch

Ładunek eksplodował 15 lipca o godzinie 14:30. Godzinę później obok miejsca zdarzenia miała przejeżdżać kolumna pojazdów z Chruszczowem i Gomułką.

- Nie potrafił dokładnie ustalić, kiedy samochód z Chruszczowem przybędzie. Nie miał partnera, który pomógłby mu zidentyfikować konkretny pojazd – twierdzi profesor Woźniczka.

Siła wybuchu uszkodziła szyby w pobliskich budynkach oraz raniła jedną osobę. Władze PRL-u uznały, że nie będą informować społeczeństwa o zamachu. Zmobilizowano wszystkie służby w celu znalezienia sprawcy. Operacji tej nadano nazwę „Ukryty”. Do lutego 1961 roku przesłuchano ponad sześć tysięcy osób. Sprawca zamachu nie znalazł się w kręgu podejrzanych. 

Zatrzymanie Jarosa

Półtora roku później śledztwo zostało zawieszone. W tym czasie Stanisław Jaros zaplanował następny zamach. Jego nowym celem został I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka. Ten 3 grudnia 1961 roku odwiedził kopalnię Porąbka w Sosnowcu. Jaros wysadził podobny ładunek podczas przejazdu samochodu Gomułki, do którego I sekretarz ostatecznie nie wsiadł. 

Rozpoczęło się nowe śledztwo, które w końcu doprowadziło śledczych do Stanisława Jarosa.

- Został zatrzymany przez poszlaki po drugim, nieudanym zamachu. Przebywał w areszcie przy ulicy Mikołowskiej w Katowicach. Do celi przysłano mu agenta, który nakłaniał go do przyznania się. On wtedy pękł i przyznał się do winy. Został skazany na karę śmierci – wyjaśnia prof. UŚ dr hab. Zygmunt Woźniczka.

Stanisława Jarosa stracono 5 stycznia 1963 roku przez powieszenie. W tym samym procesie skazano na karę więzienia Józefa Lotko i Wacława Sandeckiego, których zamachowiec wskazał jako swoich współpracowników.

- To był majstersztyk. Prosty elektryk oszukał całą bezpiekę – komentuje profesor Woźniczka.

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

13 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 6.4µg/m3 PM2.5: 5.8µg/m3