Po utraconej szansie na Superpuchar, piłkarze Piasta nie dramatyzowali. Sam Fornalik z uśmiechem na twarzy przyjmował nagrodę pocieszenia od Zbigniewa Bońka. W środę dużo ważniejsze starcie.
W środę o godzinie 20:00 na Stadionie Miejskim Piast Gliwice podejmie mistrza Białorusi w rewanżowym spotkaniu eliminacji do Ligi Mistrzów. W pierwszym meczu padł wynik 1:1. Trzy dni później gliwiczanie przegrali z Lechią Gdańsk w walce o Superpuchar Polski. Ale nie było to spotkanie priorytetowe.
- Nie mogliśmy nie myśleć o meczu środowym – powiedział trener Waldemar Fornalik po sobotnim starciu z Lechią Gdańsk.
Swoją wypowiedzią dał do zrozumienia, że to rewanżowy mecz pierwszej fazy eliminacyjnej Ligi Mistrzów jest dla Piasta Gliwice najważniejsze. Może dlatego mistrzowie Polski byli wyraźnie zdekoncentrowani. Świadczą o tym dwie bramki, które padły na początku pierwszej i drugiej połowy meczu z Lechią. W dodatku odpoczywali wówczas ważni piłkarze z pola, a swoje szanse otrzymali nowi zawodnicy tacy jak Huk, Holubek i Aquino.
Brak stresu oraz gniewu po utraconej szansie na Superpuchar było widać szczególnie po końcowym gwizdku. Piłkarze Piasta nie dramatyzowali, a sam Fornalik z uśmiechem na twarzy przyjmował nagrodę pocieszenia od prezesa PZPN-u Zbigniewa Bońka. Podobny stosunek do tej przegranej wykazali kibice Piasta, którzy nie mieli pretensji do swoich zawodników. Podczas opuszczania stadionu wszyscy mówili o środzie i wyglądali na wyraźnie zniecierpliwionych. Atmosferę podsycał fakt, że do Gliwic przybili już pierwsi sympatycy klubu z Białorusi.
Czy Piast Gliwice ma szanse przejść przez przeszkodę, którą jest BATE Borysów? Oczywiście, że tak. Potwierdziło to pierwsze spotkanie oraz Superpuchar, który został potraktowany bardziej jako sparing, aniżeli mecz o stawkę. Drużyna z Górnego Śląska potrzebuje jedynie bezbramkowego remisu, aby awansować do drugiej rundy kwalifikacyjnej. Ma zatem doskonałą okazję na to, żeby przedłużyć swoim kibicom ten wspaniały czas, który towarzyszy im od momentu zdobycia tytułu mistrzowskiego.
Być może dzięki „Piastunkom” uda się też zachować honor polskich drużyn w Europie. W końcu mowa jest o najlepszym zespole z naszego kraju, który nie powinien odczuwać strachu przed mistrzem Białorusi.
Fot. Szymon Kastelik