Antoni Piechniczek: Magia Stadionu Śląskiego zawsze była niepowtarzalna

20171113 CSLG0239

Redakcja

21 marca 2022

Mecz o takiej stawce na Stadionie Śląskim po raz ostatni odbył się w 2007 roku, gdy reprezentacja Polski przypieczętowała awans na EURO 2008. Po wielu latach – 29 marca 2022 roku – w „Kotle Czarownic” biało-czerwoni ponownie staną do walki, ale stawką będzie awans na mundial. – Jestem przekonany, że to będzie wielkie święto futbolu. Bardzo się cieszę i doceniam, że reprezentacja Polski będzie mogła wystąpić na tym wspaniałym obiekcie – mówi Antoni Piechniczek, były selekcjoner biało-czerwonych, który opowiedział o swoich wspomnieniach związanych z legendarnym Stadionem Śląskim.

Na Stadionie Śląskim w Chorzowie odbyło się wiele emocjonujących spotkań w wykonaniu reprezentacji Polski. Czy może Pan wskazać, który mecz zapadł Panu w pamięci jako kibicowi najbardziej?

Śmiało mógłbym wyróżnić dwa spotkania, które szczególnie zapamiętałem. Pierwsze miało miejsce w 1957 roku. Wówczas byłem piętnastoletnim chłopakiem i reprezentacja Polski mierzyła się ze Związkiem Radzieckim. Bilet na ten mecz dostałem w prezencie od mojej mamy, która pracowała w Hucie Batory. Sprawiło mi to ogromną radość, bo pierwszy raz mogłem pójść na mecz na Stadionie Śląskim. Nie ma co ukrywać, że rywalizacja z ZSRR miała duży podtekst polityczny. Byliśmy „zmajoryzowani” przez wszystko, co napływało do nas z Moskwy. Faszerowano nas informacjami, że najlepsi sportowcy wszystkich dyscyplin są tylko ze Związku Radzieckiego. Mówiono nam, że są fenomenalni, wybitni i nie mamy z nimi najmniejszych szans. Po bardzo emocjonującym i pięknym spotkaniu udało się wygrać 2:1 po dwóch bramkach zdobytych przez Gerarda Cieślika. Drugi mecz, który bardzo miło wspominam, miał miejsce w 1975 roku. Graliśmy wtedy z Holandią, a trenerem naszej reprezentacji był legendarny Kazimierz Górski. Klasa „Oranje” była potężna, mieli w swojej kadrze takie nazwiska, jak Johan Cruijff czy Johan Neeskens. Wygraliśmy 4:1 po trzech bramkach Andrzeja Szarmacha i jednej Roberta Gadochy. Wiele osób uważa, że był to najlepszy mecz, jaki zagraliśmy na tym stadionie, a niektórzy twierdzą nawet, że było to najlepsze spotkanie w historii naszej drużyny narodowej. 

 

Już kilka lat później sam zaczął Pan tworzyć własną historię na Stadionie Śląskim, debiutując na ławce trenerskiej w meczu z NRD w eliminacjach mistrzostw świata 1982.

Tak, był to dla mnie bardzo ważny mecz. Przede wszystkim dlatego, że jestem mocno związany z tym miejscem, urodziłem się w Chorzowie i czułem dumę, że będę mógł poprowadzić reprezentację Polski na Stadionie Śląskim. Stawka tego spotkania była potężna, bo stanęliśmy przed szansą wyjazdu na mundial w Hiszpanii. Nie obyło się bez problemów w naszej kadrze. Nie mógł wystąpić Józef Młynarczyk, Władysław Żmuda czy Zbigniew Boniek. Postawiliśmy na Jana Tomaszewskiego, a w ataku zagrali Grzegorz Lato i Andrzej Szarmach. Udało nam się wygrać 1:0 po trafieniu Andrzeja Buncola. Była to bardzo dobra zaliczka przed rewanżem. W drugim spotkaniu pokonaliśmy na wyjeździe NRD 3:2 i awansowaliśmy na upragniony mundial. Myślę, że właśnie wtedy zaczęto zupełnie inaczej postrzegać naszą reprezentację.

 

Zawsze mówiło się, że atmosfera w „Kotle Czarownic” jest niepowtarzalna. Dlaczego?

Wszystkich tych ludzi, którzy przyjeżdżali na Stadion Śląski, łączyła reprezentacja Polski i miłość do piłki nożnej. Do Chorzowa zjeżdżali kibice z całego kraju, nawet z tych najbardziej odległych zakątków. Gdy już dotarli na ten wyjątkowy obiekt i zobaczyli wypełnione po brzegi trybuny, to każdego duchowo nastawiało, że teraz trzeba zobaczyć wielki spektakl. Najlepiej, jeśli będzie on wygrany, żeby w dobrym nastroju wracać potem do domu. Wówczas rzeczywiście czuło się, że są to ludzie z całej Polski, tworzący jedną wielką, piłkarską rodzinę, która jest zakochana w drużynie narodowej. Nie ulega żadnej wątpliwości, że kibice zawsze byli dla nas wielkim wsparciem. Wiedzieliśmy, że z nimi mamy przewagę nad przeciwnikiem. Potrafiliśmy to wykorzystywać i wyczuliśmy, że atmosfera jest szczególnie podniosła, gdy wita się swój zespół. Obok Stadionu Śląskiego zostało zbudowane boisko do rozgrzewki z bardzo dobrą murawą i tam byli kierowani goście przed samym meczem. Później już przed pierwszym gwizdkiem, w trakcie grania hymnów, przeżywali szok, gdy czuli na plecach ryk chorzowskiego stadionu. Samo określenie „Kocioł Czarownic” wzięło się od meczu z Anglią, bo tak Stadion Śląski nazwali przyjezdni. Przyjęło się to i zostało do dziś. 

 

Stadion Śląski ma bardzo bogatą historię, a lista wybitnych postaci ze świata piłki, które tam zagrały, jest bardzo długa.  

Od razu na myśl przychodzą mi takie nazwiska, jak Alf Ramsey, Cesar Luis Menotti, Enzo Bearzot czy Marcello Lippi. To legendarni szkoleniowcy, którzy przyjeżdżali na Stadion Śląski ze swoimi reprezentacjami lub klubami i już mieli na koncie ogromne sukcesy trenerskie. Na Stadionie Śląskim zagrali również tacy piłkarze, jak Pele, Bobby Charlton, George Best, Cristiano Ronaldo, David Beckham, Zlatan Ibrahimović czy Andrij Szewczenko. Zjawiali się tutaj wszyscy najlepsi gracze, szkoleniowcy, którzy byli w okresie szczytu swojej kariery zawodowej. Zawsze będę podkreślał, że gdyby przejrzeć wszystkie dobra kultury typu teatry, opery, filharmonie itp., to żadna z tych dziedzin nie gościła nigdy tylu wybitnych przedstawicieli w swojej dyscyplinie, co piłka nożna i Stadion Śląski.

 

Stadion Śląski jest dla chorzowian największym symbolem, dumą?

Zdecydowanie tak! Stadion Śląski zawsze będzie wizytówką Chorzowa. Co prawda dzisiaj ma bardzo silnego „konkurenta” w postaci PGE Narodowego, który jest pięknym oraz fantastycznie położonym nad Wisłą obiektem i większość meczów reprezentacji Polski odbywa się w Warszawie. Po wyremontowaniu Stadionu Śląskiego ponownie gościliśmy biało-czerwonych z czego się bardzo cieszymy i doceniamy. Dla tutejszego regionu to wielkie święto futbolu, gdy nasza drużyna narodowa jest goszczona na tym wyjątkowym obiekcie. Zawsze z największą przyjemnością przyjeżdżam na stadion, żeby być blisko reprezentacji Polski.

 

Jak Pańskim zdaniem zmienił się klimat Stadionu Śląskiego po modernizacji?

Stał się bardzo nowoczesny i wielofunkcyjny. Zdecydowanie robi wrażenie na sportowcach, którzy tu rywalizują i patrzą na stadion z zachwytem. Od momentu przebudowy Stadion Śląski to nie tylko obiekt typowo piłkarski, ale również organizujący inne dyscypliny sportowe. Stadion słynie przede wszystkim z memoriałów Janusza Kusocińskiego i Kamili Skolimowskiej, organizowane są także zawody w lekkoatletyce. Mam nadzieję, że zagoszczą tu wkrótce mistrzostwa Europy, a nawet świata. Do tego należy oczywiście dodać zawody w żużlu, z których Polska słynie. Wspomnieć również trzeba o imprezach muzycznych. Kiedyś nawet specjalnie przyjechały moje wnuki ze Stanów Zjednoczonych, które na co dzień mieszkają w Bostonie. Były ze mną na koncercie U2 i śmiały się, że na Stadion Śląski ten zespół przyjedzie, ale do Bostonu, to już nie (śmiech).

20191206 CSLG0345

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

21 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 16.2µg/m3 PM2.5: 14.4µg/m3