Policja wyjaśnia okoliczności tragicznego pożaru, do którego doszło w poniedziałek w Siemianowicach Śląskich. W wyniku zdarzenia zginął 4-letni chłopiec.
Do zdarzenia doszło 5 lutego przed godziną 13:00 przy ul. Kołłątaja w Siemianowicach Śląskich. W odnowionym budynku wielorodzinnym wybuchł pożar w jednym z mieszkań. W lokalu przebywało 4,5-letnie dziecko, które zostało ewakuowane przez przybyłych strażaków i przekazane zespołowi ratowników.
Niestety dziecko zmarło, pomimo reanimacji. W akcji brało udział 9 zastępów straży pożarnej, policja i pogotowie. Budynek opuściło 20 mieszkańców. Po ugaszeniu pożaru mogli wrócić do swoich mieszkań.
Dzieci same bez opieki
Jak wstępnie ustalono, źródło ognia znajdowało się w pomieszczeniu, w którym odnaleziono dziecko. W mieszkanku oprócz 4-letniej ofiary przebywało jego starsze rodzeństwo: 12-latka i 7-latek. Byli sami w mieszkaniu, bez opieki opiekunów.
Policja potwierdziła, że matka z partnerem w tym czasie pojechała załatwiać sprawy urzędowe. Według ich relacji, byli poza mieszkaniem kilkadziesiąt minut. Kobieta była trzeźwa.
Sprawę nadzoruje prokuratura. Rodzina nie mogła wrócić do zniszczonego mieszkania.