Sporo kontrowersji pojawiło się w minionych tygodniach w związku z rybnickim szpitalem. O ich przyczynę zapytaliśmy Ewę Ficę, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistyczny nr 3 w Rybniku.
W piątek 16 lipca w Poranku S24 prezydent Rybnika Piotr Kuczera obwiniał Panią i Pani styl zarządzania szpitalem za kryzys w placówce. Co Pani na to?
Dla mnie to jest kompletnie niezrozumiałe. Osobiście byłam u Pana prezydenta na spotkaniu na którym był też wiceprezydent Piotr Masłowski. Przedstawiłam wtedy bardzo szczegółowo sytuację finansową i organizacyjną WSS nr 3. Pan prezydent dowiedział się co jest źródłem konfliktu z grupą lekarzy – chodziło o wypowiedziane dodatku za tzw. zejścia po dyżurach. Taki przykład - jeżeli ktoś miał 50 godzin dyżuru, to miał prawie 7 dni zapłaconych dodatkowo dniówek, na które nie musiał przychodzić. O tym, że sytuacja szpitala jest zła wiedzą zresztą wszyscy od wielu lat. A nikt nie reagował. Także w mieście, którego mieszkańcy stanowią ponad 60 procent naszych pacjentów. Przyszła Fica i coś chce z tym zrobić i nagle pojawia się problem...
Prezydent mówi, że nie poczuwa się do odpowiedzialności za szpital, ponieważ placówka jest zarządzana przez urząd marszałkowski.
Gdy objęłam szpital w połowie grudnia 2020 roku strata tylko za ten rok wynosiła 33 000 000 zł. Już wtedy było wiadomo, że nie sami damy sobie rady. Na wspomnianym spotkaniu zapytałam, czy prezydent Rybnika przewiduje jakąś pomoc dla szpitala. Odpowiedział, że to nie jego problem, bo to nie on jest organem założycielskim. OK, zgadzam się, ale taka postawa jest co najmniej niezrozumiała, bo jeśli na spotkaniu Pan prezydent rozumie kłopoty i wie że jest problem, a potem mnie obwinia za sytuację, to jest to co najmniej nieuczciwe.
Od czego zaczęło się to wzajemne obwinianie? Od czego zaczął się konflikt w szpitalu?
W 2014 r. decyzją Sądu Najwyższego tzw. dodatek za zejścia po dyżurach został uznany za wypłacany niezgodnie z prawem. I tych zejść w szpitalu nie było zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego od 2014 do 2018 roku. W roku 2018, kiedy wybuchł strajk w szpitalu poprzednia pani dyrektor podpisała porozumienie z dwoma związkami lekarzy, że powraca do jego wypłacania. Znalazł się tam zapis, iż pracodawca ma prawo wypowiedzenia tego porozumienia z miesięcznym okresem wypowiedzenia. W lutym spotkałam się z przedstawicielami związków lekarskich - Panem doktorem Szymurą i Panem doktorem Poterą, że będziemy wypowiadać to porozumienie w związku z sytuacją finansową i tym, że jest to niezgodne z prawem. W marcu wypowiedzieliśmy warunki pracy i płacy tylko w zakresie dotyczącym dodatku za zejścia po dyżurach. Nie zostały zmniejszone ani stawki wynagrodzeń, ani dodatków. Lekarze, którzy odeszli nie powiedzieli, że na konsultację na SOR mieli stawkę godziną o 30 procent wyższą. Tego też nikt nie odebrał. Chodziło tylko i wyłącznie o to, żeby gdy lekarz rozpisał sobie, że jest w pracy, a go nie było, nie były płacone pieniądze.
Właśnie - czym są „zejścia po dyżurach”?
Jeśli lekarz miał dyżur, rozliczał go jako nadgodziny. Kiedy dyżur kończył, wypłacane było mu wynagrodzenie za czas pracy, której formalnie nie świadczył. Od 15 godzin - 2 dni wolne płatne, do 50 godzin - prawie 7 dni wolnego płatnego. Chodziło nam o to, że taka forma nie jest już dopuszczalna. Zasadniczo mogliby się do mnie zwrócić przedstawiciele innych grup zawodowych np. pielęgniarek czy laborantów o wypłacanie takiego samego dodatku.
Ilu lekarzy więc odeszło? Ilu nie zgodziło się na odebranie im tego dodatku?
Według stanu na dziś 30 czerwca, 21 lekarzy u nas nie pracuje. Nie wolno zapominać o tym, że w szpitalu pracuje 334 lekarzy. Większość zatrudnionych na umowie o pracę - 137 w przeliczeniu na etaty - przyjęło te warunki. Nie przyjęli tego z pełnym entuzjazmem, ale z ogromnym zrozumieniem. Oprócz tego mam 197 lekarzy na umowach cywilnoprawnych, więc nie mogę odpowiadać za decyzję tej małej grupy lekarzy. W zamian za to że przejmowaliby większą liczbę pacjentów, bo takie jest zapotrzebowanie, zaproponowaliśmy 14,5 tys. zł puli do podziału dla lekarzy, którzy dyżurowaliby w ramach tzw. premii, mimo tego, że te oddziały przynoszą ogromne straty. Tej propozycji też grupa lekarzy z oddziału wewnętrznego nie przyjęła. Nie można powiedzieć, że jest temu winny dyrektor. Większość lekarzy, za co jestem im ogromnie wdzięczna, zrozumiała fakt, że naprawdę walczymy o przetrwanie. Nie mówi się o tym, że wprowadziliśmy budżetowanie oddziałów…
…budżetowanie, to znaczy?
Moim zdaniem każdy z ordynatorów i każdy pracownik musi czuć się odpowiedzialny za swój oddział i jeżeli wypracują oszczędność, to to, co zaoszczędzą część otrzymają do podziału jako premię. Chodzi o to, żebyśmy wszyscy poczuli się gospodarzami w rybnickim szpitalu. Z przykrością stwierdzam, że z analiz trwających przez 5 miesięcy tego roku tylko jeden z oddziałów jest na plusie i tylko 6 poradni przyszpitalnych jest dodatnich. Pan prezydent uważa, że kiedyś było dobrze. Nieprawda, może kiedyś o tym nie mówiono, ale w chwili obecnej szpital stanął pod ścianą. Na dzień 15 lipca mam 32 mln wymaganych płatności dla kontrahentów. To suma powodująca, że szpital bez pomocy sobie nie poradzi. My nie dostaniemy żadnego kredytu ani pożyczek, ponieważ mamy kapitały minusowe.
Część lekarzy odeszła z rybnickiego szpitala, a co z pozostałym personelem?
W tej chwili żaden z pracowników personelu średniego ani pomocniczego, nie utracił pracy. Wszystkich zagospodarowałam mając nadzieję, że lekarzy znajdziemy i interna będzie uruchomiona. Szef laryngologii nie przystąpił do postępowania konkursowego, bo był na umowie cywilnoprawnej pisząc pismo, że prosi o zawieszenie oddziału. Koszty utrzymania tego oddziału przekraczały kontrakt z NFZ. Nie moją wolą było zawieszenie. Z analiz wynika, że do wielu oddziałów dokładano się od wielu lat. Kolejnym takim oddziałem jest pediatria. I żeby była jasność - nie jesteśmy za tym, żeby likwidować pediatrię. Mamy porozumienie z Panią ordynator Katarzyną Musioł, że oddział wraca we wrześniu. W lipcu lekarze chcieli wybrać zaległe urlopy, w sierpniu robimy mały remont oddziału i wszyscy wrócą. To nie jest tak, że nie ma woli w stosunku do niektórych lekarzy, co do powrotu. Mam nadzieję, że będzie wola do powrotu na oddział internistyczny.
Co Pani, jako dyrektor, robi, żeby interna wznowiła działalność?
Robię wszystko co w mojej mocy, żeby oddział wewnętrzny znów przyjmował pacjentów. To jest dla nas priorytet. Prowadzę rozmowy z różnymi lekarzami, ale pod naszym ogłoszeniem, które się ukazało w Izbach Lekarskich jest kolejny apel wystosowany przez Pana doktora Poterę i Pana doktora Szymurę, żeby lekarze się zastanawiali, czy przyjść do nas do pracy. Chyba nie w moim kierunku powinien być skierowany więc zarzut o brak troski o zdrowie i życie mieszkańców, bo robimy wszystko co jest możliwe żeby leczyć na tym oddziale. Tutaj ponad 60 procent pacjentów to mieszkańcy Rybnika, więc nawet jeżeli komuś nie odpowiadała praca w szpitalu, to dla mnie niezrozumiałe jest, aby nawoływać do bojkotu placówki i pozbawiać mieszkańców opieki medycznej. W sierpniu sprowadzamy wiele nowego sprzętu do szpitala, również na oddział wewnętrzny. Ten, który jest w tej chwili zawieszony. Gdybyśmy mieli złe intencje i gdybyśmy chcieli szpital zlikwidować, to nikt nie sprowadzałby sprzętu za miliony złotych.
I w rozmowie z prezydentem Rybnika i z Panią odnoszę wrażenie, że ten konflikt dałoby się rozwiązać, gdyby wszyscy tego chcieli.
Ja uważam, że na tym etapie rozpoczęła się już gra polityczna. Przychodząc do Rybnika, powiedziałam od razu jaka jest trudna jest sytuacja, że powinniśmy dać sobie czas, że musimy pewne rzeczy pozmieniać, że chcę rozwijać szpital. Ja uważam, że każdy rozsądny człowiek wie, że jeżeli nie mamy pieniędzy, to rozdawać ich nie mogę. Niech mi Pan powie czy jest się świetnym dyrektorem gdy spełnia się wszystkie postulaty finansowe? Moim zdaniem nie, bo kiedy nie ma pieniędzy, to trzeba myśleć nie o 20-30 osobach formułujących żądania finansowe, a patrzeć na sprawę całościowo i pomyśleć o 1600 zatrudnionych w rybnickim szpitalu i o tych wszystkich chorych, którzy chcą czuć się bezpiecznie w WSS nr 3 Nie przyszłam do tego szpitala, żeby go zniszczyć, tylko żeby mu pomóc, żeby go rozwinąć, żeby w tym regionie pacjent nie musiał szukać specjalistów poza tym swoim terenem. Utożsamiam się z tym szpitalem. Do tego potrzebna jest współpraca. Staram się naprawiać a słyszę tylko, że jestem winna... Nie wiem kto i czy interesował się losem szpitala wcześniej? Czy robił to któryś z samorządowców i posłów, którzy teraz tak bardzo się uaktywnili? Byli u mnie na rozmowie poseł Krząkała, poseł Kopiec i radny Wolnik. Im też przedstawiłam sytuację placówki...
Złożyli na Panią zawiadomienie do prokuratury.
No właśnie, a u mnie w gabinecie doszli do wniosku, że to co proponuję ma sens. Zauważyli natomiast, że trudno będzie wprowadzić plan ratunkowy w życie. Nie powiedzieli mi wtedy, że to jest rujnowanie, że ja tu przychodzę zaorać ten szpital, że to jest moim celem. Jest wola Pana Marszałka i zarządu województwa, który przez wiele lat dokładał tu ogromne pieniądze. My musimy zwyczajnie stanąć na nogi. Nie może być tak, że mnie brakuje praktycznie od kilka do kilkunastu milionów złotych na to, żeby płacić za pożyczki zaciągnięte lata temu. I to tzw. pożyczki kupieckie, nie bankowe, w których szpital ma zastawiony kontrakt z NFZ-em. Tego nie zrobiła Ewa Fica, taką sytuację zastałam.
Prosiła Pani kilka tygodni temu prezydenta o pomoc finansową w wymianie instalacji wody oraz kanalizacji w jednym z obiektów placówki. Jaką pomoc szpital otrzymał od miasta? Prezydent mówił, że w trakcie pandemii miasto zafundowało szpitalowi sprzęt do testów na koronawirusa za 800 tys. zł i jest nieużywany.
Miasto kupiło sprzęt firmy Cepheid do szybkiego diagnozowania chorych na COVID-19, natomiast nie dopowiedział jednej kluczowej sprawy: że jest to sprzęt, który miał tylko i wyłącznie jednego dostawcę testów PCR. W tej firmie zadłużenie szpitala przekraczało milion złotych i kontrahent uzależniał dostarczenie zadłużenia spłatą długu. Firma Cepheid nie odpowiadała na nasze postępowania przetargowe. Ja już nie wnikam w formę umowy, która została zawarta, natomiast na rynku funkcjonuje wiele firm, które mają wielu dostawców. Ja na tę chwilę nie jestem w stanie zapłacić całego zobowiązania i zawnioskowałam o możliwość spłaty w miarę posiadanych środków.
Nie zgodzili się?
Zaczęliśmy spłacać po 100 tys. zł, 50 tys. zł, ale odpowiedź otrzymałam jednoznaczną: albo zapłacimy całość, albo testów nie dostaniemy. A więc podpisaliśmy umowę z firmą GynCentrum, która jest u nas kiedy jej usługi są potrzebne. Nam jest przykro, że kontrahent, u którego zakupiliśmy jego sprzęt nie jest elastyczny w sytuacji, kiedy nie jesteśmy jedynym szpitalem w Polsce, które ma ogromne problemy z płatnościami. Długoterminowych i krótkoterminowych zobowiązań mamy ponad 100 mln zł, nie mówiąc o całości zobowiązań szpitala przekraczających 205 milionów złotych. Nie jestem w stanie jednemu kontrahentowi zapłacić całego zobowiązania, a pozostałym nie. To jest brak zrozumienia z drugiej strony. Natomiast żaden pacjent nie został pozbawiony możliwości zrobienia wymazu. Laboratorium GynCentrum przyjeżdżało do nas nawet 3-4 razy w ciągu dnia i robiliśmy testy antygenowe. Żaden pacjent nie był pozbawiony możliwości badania. Żaden. A jeżeli chodzi o pomoc Pana prezydenta, to w ciągu 10 lat przeznaczył na ten szpital 7 mln zł. W niektórych latach umarzał podatek od nieruchomości i kupił właśnie sprzęt firmy Cepheid.
Kluczowym jest dla szpitala oddział interny, stracił ordynatora Mariana Kuczerę i lekarzy. Co będzie z nim dalej?
Umowa ordynatora Kuczery wygasła 30 czerwca. Staraliśmy się porozumieć do ostatniego dnia - jeszcze 29 czerwca zorganizowaliśmy wideo konferencję z udziałem prof. Więcka, konsultanta ds. nefrologii, z lekarzami, łącznie z docentem Kuczerą o tym, że jeżeli Pan docent, cytuję, "zadecydował, że nie chce w tym szpitalu pracować", to Pan profesor apeluje do pozostałych lekarzy, żeby zostali przy pacjentach, żeby nie mówili o żadnej ewakuacji. Co było najsmutniejsze? Że nawet lekarz rezydent powiedział Panu konsultantowi, że on uważa jednoznacznie, iż należy ewakuować pacjentów. Czyli nie było w ogóle woli rozmowy. Podtrzymali swoje: - "Nie, bo nie". A wydźwięk jest taki jakbym ja zwolniła lekarzy. Ja ich nie zwolniłam, powtarzam. Oni dostali wypowiedzenia w części dotyczącej zejść po dyżurach. To oni podjęli decyzję o odejściu. Nasze stawki lekarzy są wyższe niż to, co proponuje minister zdrowia. Ja nie zaproponowałam żadnego zmniejszenia stawek.
Nie ma Pani ostatnio zbyt dobrej prasy...
Staram się tym nie przejmować, bo patrzę na szpital jako na jeden wielki organizm. Wiem jaką mam pracę do wykonania i wiem, że wszystkie moje działania mają służyć nie tylko dobru pacjentów, ale tez ponad 1600-osobowego personelu który na rzecz pacjentów pracuje. Ja dziękuję tym wszystkim pracownikom, którzy tu zostali, rozumieją to i naprawdę służą pacjentowi. Dziękuję też Zarządowi Województwa i Marszałkowi Jakubowi Chełstowskiemu, bo oni od lat wspierają szpital. I mogę tylko apelować by lekarze którzy odeszli, nie szkodzili temu szpitalowi budując czarny PR. Mieszkańcy Subregionu Zachodniego Województwa Śląskiego sobie na to nie zasłużyli.
Dziękuję za rozmowę.