O godzinie 16 w Chorzowie rozpocznie się manifestacja kibiców Ruchu Chorzów. Domagają się od władz miasta podjęcia decyzji w sprawie budowy nowego stadionu dla klubu. Ich inicjatywę popierają pracownicy i piłkarze Ruchu.
Manifestacja jest konsekwencją bierności ze strony władz Chorzowa w sprawie wybudowania nowego obiektu sportowego dla Ruchu Chorzów. Prezydent Andrzej Kotala obiecał, że do końca sierpnia zostanie podjęcia decyzja. Termin minął, a sympatycy Niebieskich nadal nie wiedzą, czy 14-krotny mistrz Polski zagra w najbliższym czasie na nowym stadionie. Manifest ma być też okazją do wyrażenia krytyki w stronę samego Kotali. Z tej okazji w Chorzowie pojawiły się liczne plakaty zachęcające mieszkańców do udziału w tej inicjatywie.
Postulaty kibiców popiera również wiceprezes Ruchu Chorzów Marcin Waszczuk. W rozmowie z Silesia24 zapewnił, że pracownicy i piłkarze pojawią się na demonstracji.
Popieramy w 100 procentach żądania kibiców. My jako klub i ja personalnie jako Marcin Waszczuk, bo też jestem kibicem. Wszyscy razem staniemy z kibicami i będziemy wzywać do wybudowania nowego stadionu.”
Marcin Waszczuk
Jedyny przedstawiciel zarządu Ruchu Chorzów uznał, że trzeba pomóc kibicom tak jak oni pomagają klubowi. Wierzy też, że nowy obiekt to istotna rzecz dla wszystkich mieszkańców - To będzie dobro nie tylko dla klubu, ale dla całego miasta - powiedział Marcin Waszczuk.
Z jednej strony władze Ruchu domagają się nowego obiektu. Choć z drugiej strony nadal nie porozumiały się z kibicami, którzy kontynuują swój bojkot. Z tego powodu wiceprezes podjął decyzję, aby najbliższe mecze domowe były imprezami niemasowymi na 999 osób. Dlaczego? Tłumaczy to cięciem wydatków, gdyż mecz o charakterze masowym to koszt ok. 30 tysięcy złotych. Inni widzą w tym próbę zdobycia pieniędzy od miasta. Ponieważ w porozumieniu promocyjnym pomiędzy spółką a Chorzowem widnieje warunek, że stadion musi być zapełniony przynajmniej w połowie. W ten sposób wystarczy tylko 500 widzów, aby frekwencja zgadzała się ze wcześniejszymi ustaleniami.
Gdy tylko kibice zakończą bojkot, będziemy wnioskować o przywrócenie imprezy masowej - komentuje Marcin Waszczuk.