Kibice nadal bojkotują mecze Ruchu Chorzów. Nie rezygnują również z manifestacji zapowiedzianej na 5 września. Tymczasem miasto usuwa plakaty krytykujące prezydenta Andrzeja Kotalę.
W sobotę Ruch Chorzów zremisował u siebie 0:0 z przedostatnim w tabeli MKS-em Kluczborkiem. Tym samym Niebiescy dalej znajdują się na dnie tabeli 3 Ligi z ujemnym punktem na koncie (klub otrzymał -2 pkt za nieopłacenie licencji w terminie). To naprawdę nie jest dobry okres dla tej legendarnej drużyny. Nie dość, że spółka balansuje na krawędzi bankructwa, to na dodatek odwracają się od niej fani. Stowarzyszenia kibicowskie nie rezygnują z bojkotu, który ogłosiły jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Ich przedstawiciele mają już dosyć patologicznej sytuacji, która panuje w Ruchu. Ponadto żądają spełniania obietnicy wybudowania nowego stadionu. Z tego powodu 5 września odbędzie się manifestacja.
Miasto obiecało kibicom, że do końca sierpnia podejmie decyzję o nowym obiekcie dla Ruchu. Niestety nie wywiązało się z niej. Dlatego społeczność "Niebieskich" nie rezygnuje ze swojego przemarszu. Rozpoczęła się nawet kampania informacyjna, która ma zachęcić pozostałych mieszkańców do wsparcia całej inicjatywy. Okazuje się, że manifestacja ma też wydźwięk polityczny i jest wymierzona przeciwko Andrzejowi Kotali.
Jednoznaczne plakaty pojawiły się na ulicach Chorzowa. Jednak nie wytrzymały nawet jednego dnia. Bardzo szybko zostały zdjęte, najprawdopodobniej przez służby porządkowe.

Najbliższy czwartek może być naprawdę gorący w Chorzowie. Czy władze miasta przestraszą się tłumu wściekłych kibiców piłkarskich? Doświadczenie podpowiada, że lepiej unikać takich osób, a co dopiero całej grupy. Dlatego kto nie musi, niech lepiej nie przebywa w centrum miasta w czwartkowe popołudnie.
fot. FB Ultras Niebiescy