Tego dnia, gdy wychodził na szychtę, syn strasznie płakał. Nie chciał go wypuścić z domu. To było dziwne bo zwykle mówił tylko: „Pa,pa, tatusiu!”, a wtedy łzy lały się strumieniami – wspomina Katarzyna Szombara. Andrzej Szombara z tej szychty już nie wrócił. Był 2 kwietnia 2000 roku. Zostawił żonę i trzyletniego syna. Dwa lata wcześniej życie na kopalni „Niwka Modrzejów” stracił Andrzej Mirek. Jego syn miał pięć lat, córka zaledwie dwa. Właściwie nie pamięta ojca.
Mówią, że to takie „ciche” wypadki. Bez medialnego szumu, bez kamer, artykułów w gazetach, bez przyjazdów premiera czy prezydenta. Została pustka, niemoc i ta przerażająca cisza – wspominają dzisiaj Celina Mirek i Katarzyna Szombara, które wsparcie znalazły w Fundacji Rodzin Górniczych.
"Zostałam sama"
W czasie pogrzebu, gdy widziałam trumnę, dotarło do mnie, że go już nie będzie, że on nie wróci, że muszę dalej żyć dla naszego syna by zadbać jak najlepiej o jego przyszłość – mówi Katarzyna Szombara.
Według oficjalnego komunikatu mąż, który był maszynistą, został przygnieciony częścią obudowy, którą wieźli – wspomina Celina Mirek. Pół roku później kopalnia „Niwka Modrzejów” przestaje istnieć. W mojej głowie zostały setki pytań, na które odpowiedzi już nie poznam – dodaje Celina Mirek.
Życie toczy się dalej...
Gdy później syn ciężko zachorował, byłam z tym całkowicie sama. Wtedy męża brakowało mi strasznie: by porozmawiać, naradzić się, wyżalić. Całe szczęście, że na naszej drodze pojawiła się Fundacja Rodzin Górniczych. Pomogli nam, syn miał zapewnioną rehabilitację. Wyszliśmy na prostą – opowiada Katarzyna Szombara. Celina Mirek: Moje dzieci też się uczą, a pod opieką fundacji jesteśmy niemal od dwudziestu lat. Najważniejsze jest to, że wiem, że mąż byłby z nas dumny…