Ratowanie życia: "Króluje wiedza z PO"

Michal2

Redakcja

12 września 2019

14 września obchodzimy Światowy Dzień Pierwszej Pomocy. To dobry moment by porozmawiać o ratowaniu życia i naszych umiejętnościach. Tu zaczyna się problem - mówi ratownik medyczny. Zamiast z praktycznych rozwiązań i rzetelnej wiedzy korzystamy... z aparatu fotograficznego, własnych leków, poduszki, koca, a nawet... łopaty. Po co? O tym Michał Kucap z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.

Wielu rodaków uważa, że pierwsza pomoc to zadanie dla personelu medycznego. Kropka.

Michał Kucap:  Błąd!  Każdy ma obowiązek ratowania drugiego człowieka. Zostało to zapisane w kilku aktach prawnych m.in. w kodeksie karnym czy ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Średni czas dojazdu karetki, czyli ZRM, w naszym kraju wynosi około 10 minut. Ten czas w przypadku zatrzymania oddechu oraz pracy serca powoduje śmierć mózgu.

Nie umiemy, boimy się…

Niestety, brutalna prawda jest taka, że nasze społeczeństwo niewiele wie o udzielaniu pierwszej pomocy. To powoduje, że większość osób pierwszy i niejednokrotnie ostatni kontakt z ratownictwem miała na zajęciach przysposobienia obronnego, gdzie tej tematyce poświęcono zaledwie kilka godzin. Ludzie z tych lekcji pamiętają nieliczne, mało istotne lub błędne kwestie. Pamiętam z tych nauk to, że będąc świadkiem ataku padaczki, mam włożyć nawet but do ust poszkodowanemu, byle tylko nie doszło do odgryzienia języka. To jest zupełnie niepotrzebne! Z medycznego punktu widzenia: bzdura! Dlatego pracując w zespołach ratownictwa medycznego można spotkać się z przedziwnymi sytuacjami, gdy w usta osób po napadzie padaczki, ludzie wkładają poszkodowanemu różne przedmioty. Widziałem, jak użyto długopisu, palców udzielającego pomocy, a nawet… łopaty!

Absurd goni absurd…

Nagminne sytuacje to podawanie własnych leków poszkodowanym. Często lekarze przepisują leki pacjentom i informują, że mają je zażyć w momencie złego samopoczucia np. połknąć w trakcie bólu w klatce piersiowej. Poszkodowany w miejscu publicznym ma ból w klatce piersiowej, a ktoś podaje mu nitroglicerynę w kosmicznej dawce. Ratownicy medyczni przybywają na miejsce i otrzymują informację od udzielającego pomocy, że psiknął siedmiokrotnie, ale lek się skończył (oczywiście to uratowało poszkodowanego!). Codziennością jest wkładanie koców, kurtek, poduszek lub innych elementów pod głowę nieprzytomnym przez udzielających pomocy. Zawsze się zastanawiamy, jaki jest tego cel. Jedno jest pewne: „dobija” to człowieka. 

Sami stajemy się ofiarami naszej niewiedzy, niefrasobliwości…

Część społeczeństwa uważa za zbędny przymus uczestniczenia w szkoleniach organizowanych choćby przez firmy, w których są zatrudnieni. Wydaje im się, że wszystko o pierwszej pomocy już wiedzą. Albo problem ich nie dotyczy. Takiemu „mądrali” w czasie zdarzenia uruchamia się „syndrom fotografa”. Ciekawe, czy chciałby, żebyś ktoś skakał z aparatem wokół zespołu ratującego bliską mu osobę.

Co możemy zrobić, żeby to zmienić?

Na pewno różnego rodzaju kampanie społeczne. Uważam, że przekaz w ciekawej formie dotarłby być może do całego społeczeństwa. Co ciekawe, takiej korekty wymagają przede wszystkim dorośli. Nawet wtedy, gdy się jest kompletnym ignorantem, nie należy bać się udzielać pomocy. Trzeba zapamiętać, że każdy dyspozytor medyczny jest przygotowany do prowadzenia instruktażu pierwszej pomocy przez telefon. Dzwonisz na pogotowie. Nic nie wiesz o pierwszej pomocy. Spokojnie, przyjmujący zgłoszenie wyjaśni, jak należy postępować. Należy tylko słuchać jego instrukcji.

Tylko dyspozytorzy też często zderzają się z murem…

Niestety, dyspozytorzy często w słuchawce słyszą odmowę udzielenia pomocy. Co gorsza, słyszą też odmowę udzielenia jakiejkolwiek informacji na temat poszkodowanego. Ludzie używają różnych wymówek np. nie mam czasu bo jadę do lekarza, do szkoły po dziecko, do chorej matki itp. Najgorsze są jednak hasła: Przecież was wezwałem i to jest wasz obowiązek, a nie mój, a ja  trupa nie dotknę! Albo: Przecież nie będę dotykać jakiegoś „menela”. Jest też „hit” z ostatnich kilku miesięcy: "Przecież powiedziałem, że żona od 2 minut nie oddycha i jakakolwiek pomoc będzie niemoralna. Żony się nie ratuje". Sprawą zajęła się prokuratura.

By ratować człowieka - nie trzeba być bohaterem

Nie ma nic gorszego dla poszkodowanego od bezczynności świadków. Gdy nikt nie udziela pomocy, to do śmierci chorego lub rannego może być bliżej niż dalej. Jeśli więc jesteś takim świadkiem: Nie stój jak słup! Nie czekaj, aż inni pomogą potrzebującemu. Co by było, gdybyś to Ty znalazł się na jego miejscu?

 

Rtownicu

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

13 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 6.4µg/m3 PM2.5: 5.8µg/m3