Nie, nie chodzi o ślub i wspólne życie. Choć z życiem i przyszłością ta decyzja na pewno ma bardzo wiele wspólnego. Rafał Daniecki, na co dzień mieszkaniec Dąbrowy Górniczej, został właśnie podwójnym dawcą szpiku. O emocjach, które towarzyszyły każdemu z zabiegów, nadziei i walce o zdrowie drugiego człowieka opowiada specjalnie dla S24.
"Magiczny" telefon zadzwonił w trakcie... warsztatów fotograficznych. Rafał Daniecki był w bazie potencjalnych dawców szpiku już od dłuższego czasu. Ten dzień zapamiętam do końca życia. Odebrałem telefon, otrzymałem pytanie czy mogę pomóc i bez wahania odpowiedziałem TAK. I tak machina ruszyła... - opowiada. Po kilku tygodniach przyszła informacja: JEST ZGODNOŚĆ. Następnie ponowne pytanie o zgodę na pobranie komórek macierzystych i dalej już wszystko ruszyło w tempie błyskawicy. Musiałem odbyć całościowe, całodniowe badania mojego stanu zdrowia na dwa tygodnie przed dniem oddania szpiku, które odbywały się w klinice pobrania. Przypadło mi Centrum Onkologii w Gliwicach - opowiada Rafał.
Trzeba pamiętać, że zarówno przygotowanie dawcy jak i biorcy oraz sama procedura transplantacji szpiku stanowią trudne i skomplikowane przedsięwzięcie. Nic tu nie ma prawa być dziełem przypadku. Przeszczepienie krwiotwórczych komórek macierzystych szpiku przeprowadza się w procesie leczenia chorób krwi, przede wszystkim chorób nowotworowych. Przeszczep polega na podaniu choremu komórek krwiotwórczych dawcy. Zabieg wygląda jak przetoczenie krwi, trwa od kilkunastu minut do godziny. W czasie potransplantacyjnym okazuje się, czy w krwi obwodowej pojawiły się nowe krwinki białe oraz zanika konieczność przetaczania preparatów krwi. To znak, że szpik zaczął „walczyć” i pracuje.
Człowiek wychodzi, cały zdrów i pełny sił i normalnie funkcjonuje. Moje komórki w ciągu 48 godzin powędrowały do miejsca/kraju biorcy. To właśnie jest najbardziej niesamowite. Człowiek może oddać krew komuś z innego krańca świata, szpik leci samolotem lub jest transportowany samochodem i w ciągu 48 godzin jest podany. Zaskoczyło mnie to, że na każdym etapie byłem traktowany z troską, empatią, jakby faktycznie to dobro "wisiało w powietrzu" - relacjonuje Rafał Daniecki.
Po kilku dniach od oddania szpiku zadzwonił telefon i przyszła kolejna wiadomość: komórki macierzyste Rafała powędrowały do małej dziewczynki z Rosji w wieku około 10 lat. Nie ukrywam mojego wzruszenia i zadowolenia. Niestety, więcej informacji nie uzyskałem. Procedury są takie, że po oddaniu dawca otrzymuje wstępne informacje, po trzech miesiącach może otrzymać informację, czy szpik się przyjął, a po dwóch latach możliwy jest dopiero kontakt - tłumaczy Rafał.
Po trzech miesiącach.... niespodzianka. Był nią kolejny "magiczny" telefon i znów słowo "TAK" wypowiedziane niemal odruchowo. Chodziło o ponowne oddanie szpiku dla tej samej osoby więc procedura została powtórzona. Jest to niezwykła sytuacja, gdyż rzadko się zdarza by ktoś oddawał szpik 2 razy, a na dodatek tej samej osobie po 3 miesiącach od pierwszego oddania - wyjaśnia Rafał. I tak 2 lipca miałem badania, a 16 lipca oddałem ponownie szpik na onkologii w Gliwicach zostając podwójnym dawcą szpiku. Zadowolenie podwójne. Mam nadzieję, że tym razem się uda. Trzymam mocno kciuki za mojego bliźniaka genetycznego i mam nadzieję że wygramy tę walkę o życie. WARTO POMAGAĆ!
zdjęcia: Rafał Daniecki/archiwum prywatne