Urszula Lawnik nie dzieli już swojego życia na czas „przed” i „po” chorobie nowotworowej. Teraz to życie od zumby do zumby, od treningu do akcji charytatywnej, od tanecznego maratonu do kolejnej kampanii społecznej. Całą traumę związaną z rakiem chcę zamienić na coś dobrego. W tym tkwi siła – podkreśla.
Żeby „wyjść do ludzi”
Zumba stała się dla Urszuli Lawnik sposobem na powrót do normalnego życia po leczeniu onkologicznym, źródłem radości i zupełnie nowych, pozytywnych emocji. W lipcu ubiegłego roku rak dopadł mnie po raz drugi . Było mi niezwykle ciężko znów z nim walczyć... Pierwszy raz zachorowałam w 2004 roku. Wtedy to zumba zaczęła pojawiać się w klubach fitness. Nie wiedziałam nawet co to jest… Jestem człowiekiem pozytywnie nastawionym do świata i ludzi, ciągle gdzieś mnie nosi… Może dlatego udało mi się walczyć z tą chorobą nie ponosząc większych skutków ubocznych pod względem psychicznym. Postanowiłam: trzeba wyjść do ludzi. Poszłam na pierwsze zajęcia zumby i wtedy już wiedziałam, że to jest to, co kocham!
Onkozumba lekiem na całe zło
Podczas zajęć Urszula Lawnik poznała wielu pozytywnych ludzi, z którymi do dziś utrzymuje kontakt. Kilka razy zorganizowała specjalne wyjazdy w góry na weekend. Oczywiście z programem zajęć zumby! Potem zaczęły się wyjazdy na warsztaty i maratony w Polsce . To z kolei pozwoliło mi na poznanie instruktorów z najwyższej półki z całego świata. Wtedy poczułam, że żyję! To było to, co kochałam najbardziej i to dawało mi kopa do życia i pomocy innym – wyjaśnia pani Ula. Wtedy też narodził się pomysł charytatywnego maratonu dla syna koleżanki, który jako 3 latek zaczął zmagać się z rakiem Udało się zebrać fajna kwotę dla Tomaszka. Maraton odbył się w Rybniku . Przy udziale instruktorów i paru koleżanek zorganizowałam cały event. Byłam niezwykle szczęśliwa, że to się udało Słowa podziękowań od instruktorów były najlepszym dowodem, że idę we właściwym kierunku…
Do pomocy marsz!
Nawrót choroby była dla Uli Lawnik potężnym ciosem. Upadłam i podnosiłam się po raz kolejny – opowiada. Na Facebooku natknęła się na Fundację Oko w Oko z Rakiem w Katowicach i informację o nordic walking. Powiedziałam sobie: niech się dzieje co chce - zgłaszam się! Był to dystans 5 km ... Moje pierwsze wyjście po dłuższym czasie. Nie wiedziałam, czy sobie poradzę. Przeszłam 2,5 km w deszczu bo pogoda była wtedy okropna. Ale byłam przeszczęśliwa....