Kiedyś uważałem, że są rzeczy niemożliwe. Potem zacząłem pracę jako ratownik medyczny i… szybko zmieniłem zdanie – mówi Michał Kucap z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach. Specjalnie dla S24 wspomina najbardziej przerażające i zaskakujące wezwania, szokujące motywy, którymi potrafią kierować się ludzie i przedziwne sytuacje, z których po prostu trzeba umieć wybrnąć.
W naszej aglomeracji ambulanse wyjeżdżają średnio co dwie minuty i szesnaście sekund. Chyba, że mamy piątek, wtedy ta częstotliwość wzrasta. W województwie śląskim oznaczać to może wyjazdy nawet co 50 sekund. Wypadki, nagłe zasłabnięcia czy faktyczne sytuacje zagrożenia życia to tylko połowa. Co z resztą? Walczymy ze słynnymi „bólami brzucha”, traktowaniem pogotowia jak przychodni na kółkach oraz częstym poniżaniem i obarczaniem odpowiedzialnością za stan systemu ochrony zdrowia w naszym kraju – odpowiada Michał Kucap. Jest jednak coś jeszcze: „perełki”.
Ukradli konkubenta
Pierwsza w nocy. Jedziemy przez miasto. Docieramy. Parter. Drzwi mieszkania otwiera nam kobieta. Wyjaśnia, że w mieszkaniu leżały zwłoki jej konkubenta, ale ktoś je ukradł kilka dni temu… Zobaczyliśmy, że na stole stoi talerz z kanapkami, czeka też sześć nakryć. Są kubki pełne ciepłej herbaty. Pacjentka opowiada dalej, że przygotowuje się do pogrzebu, ale ktoś jej ukradł martwego konkubenta. Po chwili przedstawia nas swoim znajomym rzekomo siedzącym przy stole…
Oczywiście szybko zorientowaliśmy się, ze pani najprawdopodobniej cierpi na schizofrenię. Trafiła do szpitala na konsultację. Lekarzowi opowiadała, że przez okno ktoś ukradł zwłoki konkubenta. Była to stała pacjentka szpitala i często opowiadała podobne historie.
Z nożem
Kolejny dyżur. Miejsce akcji: niewielki blok, kilka pięter. Drzwi otwiera nam mężczyzna koło trzydziestki. W rękach trzyma… swoje pętle jelitowe i mówi do nas: Ratujcie ją (partnerkę przyp.red.) bo pierw mnie pocięła, a teraz chce się zabić. Najadła się leków i chce skoczyć z okna.
Okazało się, że kobieta w trakcie kłótni ugodziła konkubenta w brzuch powodując ranę wytrzewieniową…
Oboje przeżyli, udało się pomóc im na czas.
Leży przy śmietniku i chyba nie oddycha – wzywa policja
Po przybyciu na miejsce zdarzenia okazało się, że przy śmietniku leżą rozkładające się zwłoki. W okolicy klatki schodowej kamienicy, która była zlokalizowana tuż obok, są ślady jakby ktoś ciągnął ciało po ziemi i „wystawił” na śmietnik. Okazało się, że zgon nastąpił jakieś dwa miesiące wcześniej… Towarzystwo przebywające w jednym z mieszkań w tej kamienicy cały czasy spożywało alkohol i tam nocowało. Nie zwrócili uwagi, że ich kompan zmarł. Gdy się zorientowali, postanowili swego niedoszłego towarzysza libacji po prostu… wyrzucić na śmietnik. Twierdzili, że strasznie śmierdział i nie chciał się umyć (!).
Kiedyś próbowaliśmy takie wydarzenia analizować, zadawać pytania. Dziś już nie bardzo. Działamy, robimy to, co w naszej mocy i wracamy. Gdybyśmy debatowali nad „perełkami” ta praca szybko zamieniłaby się w udrękę – podsumowuje Michał Kucap. Zdarza się wymiana zdań, ale tylko w swoim, ratowniczym gronie. Tak jest zdrowiej.