Miało być jak w Rzeszowie. Wybory Ruda Śląska

Csm csm csm IMG 20220713 122225 7ec1e324dd f913d77ede c787fa008e

Redakcja

22 września, 2022

O co chodzi Platformie Obywatelskiej? Takie pytanie po wywiadzie w jednej z lokalnych stacji radiowych posła na Sejm, tej formacji, zadaje sobie dziś w przeddzień wyborów uzupełniających w Rudzie Śląskiej, niejeden jej mieszkaniec.

Dodać należy, że w sposób nie do końca przystający do polityków PO, opowiedział historię jednego z kandydatów w drugiej turze (chodzi o Krzysztofa Mejera), jak to niby starał się o poparcie wprost błagając o nie. Użył słowa „molestowanie”, a w domyśle można użyć również słowa „żebranie”. Skąd ten atak? Przecież to kandydat zaprzyjaźnionych z Platformą ruchów Tak dla Polski i Hołowni. Dlatego, można a nawet trzeba przyglądnąć się tej sprawie.

Jak się okazuje trzeba wrócić się aż 12 lat.

By zrozumieć, dlaczego w Rudzie Śląskiej nie udało się opozycji, tej zjednoczonej powtórzyć wariantu rzeszowskiego, z jednym wspólnym kandydatem, należy się wrócić aż 12 lat. Ale po kolei. Udało się jednak nieco inny wariant stworzyć. Dziś w II turze w Rudzie Śląskiej o fotel prezydenta walczą byli dwaj zastępcy zmarłej w tym roku prezydent Grażyny Dziedzic.

Krzysztof Mejer, który na początku kampanii był nominowany do roli tego jedynego z opozycji, popierany przez samorządowy ruch Tak dla Polski i między innymi senatora RP Zygmunta Frankiewicza, który to wspomniał o wypełnianiu woli zmarłej prezydent, na jednej z początkowych konferencji poparcia dla kandydata. Wolą zmarłej, jak twierdził było to, by to właśnie Krzysztof Mejer z całej trójki zastępców kandydował na prezydenta.

Drugi to też zastępca zmarłej prezydent, jednak wydaje się zawsze w cieniu tego pierwszego. Lokalny „synek” jak o sobie mówi popierany przez koleżankę z pracy też byłą wiceprezydent Annę Krzysteczko.

Można więc śmiało powiedzieć: wszystko i tak zostanie w rodzinie. Jednak nie do końca. Bo gdy zapytano szefa Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska, kogo PO poprze, odparł, że ma zaufanie do kolegów samorządowców, członków ruch którzy równocześnie należą do PO, więc niech tak zostanie. W tym samym czasie Michał Pierończyk, jak oceniali wszyscy, wykonał sprytny manewr i dogadał się z lokalnymi strukturami Platformy. No właśnie. Czy się dogadał dopiero wtedy? Czy może o wiele wcześniej, to ludzie Platformy dogadali się z nim?

Grażyna Dziedzic była prezydentem Rudy Śląskiej przez 12 lat, od grudnia 2010 do czasu jej śmierci w czerwcu br. Jej rządy nie były łatwe. Po poprzedniku Andrzeju Stani, wtedy z Platformy Obywatelskiej, przejęła miasto “w spadku” z gigantycznym zadłużeniem, sięgającym grubo ponad 200 milionów złotych. Sukcesywnie wyciągała jednak miejskie finanse z długów. Mimo tego dwa razy próbowano odwołać ją ze stanowiska - w 2012 i 2013 r. W tę drugą kampanię ramię w ramię z lokalnymi działaczami Prawa i Sprawiedliwości zaangażowała się rudzka Platforma Obywatelska. Ta sama, która oddała władzę po przegranych wyborach w 2010 roku.

I, uwaga! Teraz, ci ostatni wraz z obecnymi i byłymi działaczami ustawiają się w jednym szeregu z byłym zastępcą Grażyny Dziedzic Michałem Pierończykiem, który kandyduje na prezydenta miasta. Choć to właśnie ta grupa przez 12 lat zwalczała jego szefową i jej drużynę, to długoletni wiceprezydent Pierończyk w tym poparciu pokazuje, że nie widzi niczego dziwnego i przyjmuje je z nieukrywanym uśmiechem… No przecież to też rudzianie, tłumaczy.

Rudzka PO.

Dzieje rudzkiej PO w ostatnich latach były bardzo burzliwe. Wszystko przez konflikt ambicjonalny pomiędzy Aleksandrą Skowronek, przewodniczącą koła, a radną sejmiku Urszulą Koszutską. W pewnym momencie sprawy zaszły tak daleko, że w Rudzie Śląskiej działało powiatowe koło PO Skowronek oraz środowiskowe „Przedsiębiorcza Ruda Śląska” Koszutskiej. Sytuacja ustabilizowała się dopiero, gdy władze struktur regionalnych postanowiły rozwiązać koło powiatowe, a w prawach członka partii została zawieszona przewodnicząca lokalnych struktur Aleksandra Skowronek. Powodem rozwiązania struktur była nieformalna koalicja w Radzie Miasta członków rudzkiego koła PO z przedstawicielami Prawa i Sprawiedliwości.

Aleksandra Skowronek to z kolei, protegowana byłej posłanki Danuty Pietraszewskiej oraz byłego prezydenta Andrzeja Stani. Z kolei protegowaną Skowronek jest radna Wioletta Tkocz, niegdyś wiceprezes miejskiej spółki Śląskie Media, która „za czasów Stani” w większości utrzymywała się ze zleceń otrzymywanych z Urzędu Miasta. Wszyscy wystąpili z Platformy Obywatelskiej po aferze z rudzkim POPiS-em, i to właśnie oni ostatnio udzielili wsparcia Pierończykowi. 

To o tyle dziwne, że podczas próby doprowadzenia do referendum w 2013 roku posłanka Danuta Pietraszewska wyraziła swą stanowczą dezaprobatę wobec rządów prezydent Grażyny Dziedzic. Zarzuciła jej m.in. brak realizacji wyborczego programu, utratę zaufania dawnych sojuszników,  czy też brak zdolności koalicyjnych. Odniosła się także do sprawy braku nowych mieszkań komunalnych w mieście. “Prezydent Grażyna Dziedzic nie zareagowała na "żółtą kartkę", jaką było ubiegłoroczne referendum. Stwierdzam, że władza, która nie ma realnej władzy, jest marionetką” - powiedziała posłanka Danuta Pietraszewska. 

Wśród argumentów przeciw rządom Grażyny Dziedzic referendyści wymieniali m.in. nieudolność w realizacji inwestycji miejskich, niską skuteczność w pozyskiwaniu środków unijnych w porównaniu z miastami ościennymi. czy też zamrożenie programu budownictwa komunalnego. To obszary, za które bezpośrednio odpowiadał Michał Pierończyk. Wśród pozostałych spraw wytykano prowadzoną politykę likwidacji i łączenia placówek oświatowych, w tym próbę likwidacji sprawdzonych szkół bez konsultacji z mieszkańcami, realizowanie ”polityki oszczędności" wyłącznie kosztem mieszkańców, w tym ich bezpieczeństwa, kultury, sportu, oświaty i zdrowia, a więc zadania, które nadzorowała wspierająca Pierończyka w tych wyborach była wiceprezydent Anna Krzysteczko. 

Jak się jednak okazało ani to, ani późniejsze robienie Grażynie Dziedzic „pod górkę” przez grupę Pietraszewskiej, nie przeszkodziło Pierończykowi przyjąć od nich poparcia. To co najmniej dziwne, chociażby dlatego, że podczas dyskusji nad uchwałą absolutoryjną za 2015 r. Andrzej Stania (wtedy PO) mówił, że nie można zagłosować za udzieleniem absolutorium, ponieważ na rynku w Nowym Bytomiu nie zostały zainstalowane parasole, pod którymi w gorące dni mogą schronić się mieszkańcy. Takie kuriozalne argumenty pojawiały się podczas całych rządów Grażyny Dziedzic. 

Pierończykowi nie przeszkadza też, że to właśnie przeciwko Stani wystąpił wraz z Porozumieniem dla Rudy Śląskiej w wyborach w 2010 roku, tych, w których pokonała go Grażyna Dziedzic. Michał Pierończyk uważa się za jednego z architektów tego sukcesu, jednak teraz, sądząc po tym, z kim ustawia się do zdjęć, postanowił wrócić do układu sprzed 2010 r. A być może był w nim od jakiegoś czasu?

Nie wiadomo jeszcze, jaka będzie cena tego poparcia, tego można się tylko domyślać. Pytanie, czy Pierończyk chce współrządzić miastem wraz z ludźmi, którzy zabetonowali rudzki rynek i doprowadzili finanse miasta na skraj załamania – zastanawiają się dziś rudzianie. Gdy Stania wraz ze Skowronek, wtedy wiceprezydent Rudy Śląskiej, oddawali miasto w ręce Grażyny Dziedzic, to miejska kasa świeciła pustkami, na sport nie było ani złotówki, zobowiązania miasta na koniec roku 2010 wyniosły niemal 77,5 mln zł, a stan zadłużenia z tytułu kredytów, pożyczek i obligacji komunalnych wynosił ponad 206 mln zł. 

Idealny kandydat

Wydaje się, że w Rudzie Śląskiej na naszych oczach tworzy się kolejny skomplikowany układ. Osoby z bliskiego otoczenia Grażyny Dziedzic wskazują, że Pierończyk może sobie na niego pozwolić, ponieważ przez ostatnie lata był właściwie „niewidoczny”. Wobec innych był zachowawczy, nigdy nie wybijał się na pierwszą linię frontu, przez co jest wolny od złych skojarzeń i może „dokleić się” do każdej fotografii. Złośliwi mówią z kolei, że gdy przychodziło do trudnych decyzji, to chował się „pod spódnicą” swojej szefowej. To na nią spadało odium za niepopularne decyzje, a potem na jej pierwszego zastępcę Krzysztofa Mejera. 

Z kolei na początku drugiej kadencji pierwszym “wickiem” była wspierająca Pierończyka Anna Krzysteczko. Była ona w mieście odpowiedzialna za sport, w tym za dofinansowania i granty. Przez ostatnie lata nie było na to pieniędzy, przez co środowisko sportowe na czele z braćmi Wodarskimi podniosło jawny bunt. W 2020 r. kilkaset osób związanych z wieloma rudzkimi klubami zorganizowało przed urzędem miasta protest, gwizdało, krzyczało, buczało i unosiło nad głowami czerwone kartki. Była to manifestacja przeciwko brakowi finansowania sportu, także zajęć dla dzieci i młodzieży. Dzieci i rodziców było na proteście najwięcej. Prasa pisała potem, że „Nastroje były gorące, zupełnie niepotrzebnie zaczęto nawet skandować: >>złodzieje, złodzieje!<<”. Teraz ci sami bracia Wodarscy pozują na zdjęciach z Michałem Pierończykiem i Anną Krzysteczko i udzielają im poparcia. Wieść gminna niesie, że Krzysteczko i jeden z braci Wodarskich mają zapewnione miejsca w przyszłej ekipie rządzącej (wiceprezydent bądź sekretarz miasta). 

W całej tej układance łatwo się pogubić, zwłaszcza, że Anna Krzysteczko delikatnie mówiąc nie pałała sympatią do Adama i Łukasza Wodarskich, zresztą z wzajemnością. Wspomniani bracia są jednak powiązani z byłą posłanką Danutą Pietraszewską, z którą Krzysteczko pozostaje w relacjach towarzyskich. A przypomnijmy raz jeszcze, że to właśnie Pietraszewska przez lata jawnie zwalczała Grażynę Dziedzic. 

W całym tym układzie poparcia, trudno się połapać, zwłaszcza że na drugim planie są jeszcze relacje biznesowe. Pozostaje zatem postawić pytanie, za ile, za co, za jakie stanowiska to poparcie? Ile na tym zyskają lub stracą mieszkańcy? No i co najważniejsze gdzie została zakopana lojalność i elementarna uczciwość wobec byłej szefowej i przede wszystkim mieszkańców.


 

 

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

0 o

katowice

Cóż... Bywało lepiej.

PM10: 17.9µg/m3 PM2.5: 16.3µg/m3