Dyrekcja Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego (WPR) w Katowicach nie przewiduje problemów z zapewnieniem obsady dyżurów ratowników medycznych po Nowym Roku, mimo że część z nich nie stanęła do konkursu na świadczenia na kolejne 3 lata.
Dlatego nie planuje rozmów z ratownikami, a jedynie indywidualne negocjacje z tymi, którzy zechcą jednak podpisać umowy. Obecne obowiązują do końca tego roku.
Ratownicy nie stanęli do konkursu w proteście przeciw zbyt niskim – ich zdaniem – stawkom za godzinę pracy.
"Nie podzielamy optymizmu dyrekcji co do zapewnienia obsady dyżurów po Nowym Roku" – oświadczył wytypowany przez ratowników do rozmów Wiktor Rybicki. Jego zdaniem brak ratowników w WPR będzie bardzo odczuwalny, bo już teraz trudno jest załatać dziury w grafikach.
Działamy na granicy wydolności. Były takie sytuacje – na szczęście sporadyczne – że w niektórych stacjach jedna z karetek nie wyjeżdżała, bo nie miała obsady”
dodał. Zadeklarował, że ratownicy są gotowi siąść do rozmów o swoich postulatach.
Obecnie umowy z pogotowiem ma 436 ratowników, do konkursu na najbliższe 3 lata stanęło 185, z czego 179 spełniało warunki. Jak poinformowała w środę reprezentująca WPR Iwona Wronka, z tymi osobami są obecnie podpisywane umowy.
W oparciu o symulacje można powiedzieć, że taka grupa ratowników na umowach w połączeniu z pracującymi w WPR na etatach wystarczy do zapewnienia pełnej obsady dyżurów po Nowym Roku”
powiedziała PAP.
Jeśli ratownicy, którzy nie stanęli do konkursu, zmienili zdanie i chcą jednak podpisać umowy z WPR, to nadal jest to możliwe po indywidualnych rozmowach. Inne rozmowy nie są planowane”
dodała.
Kością niezgody jest m.in. wycena za godzinę pracy ratownika w WPR. Pogotowie zaoferowało 30 zł, dodatkowo 10 zł pochodzi ze środków Ministerstwa Zdrowia. Ratownicy uważają, że to za mało.
"Zakres naszych obowiązków stale się zwiększa, teraz, w czasie epidemii, obciążenie jest jeszcze większe. Stawka, jaką proponuje pogotowie, nie jest konkurencyjna na rynku pracy" – podkreślił Wiktor Rybicki. Dodał, że ratownicy sprzeciwiają się też zapisowi umożliwiającemu WPR ściągnięcie ratownika na dyżur w każdej chwili pod groźbą kary umownej.
Większość z nas pracuje jeszcze w innych miejscach, nie mogę przecież nagle opuścić np. szpitalnej izby przyjęć, bo mam telefon z pogotowia. Mamy też prawo do życia rodzinnego”
zaznaczył Rybicki.
Według Iwony Wronki takiego zapisu nie ma w zaproponowanych ratownikom umowach. (PAP)