27 lutego związkowcy działający przy PKM Tychy pojawili się na Sesji Rady Miasta w żółtych kamizelkach. W ten sposób chcieli zademonstrować swoje niezadowolenie dot. podwyżek.
To, że w PKM Tychy brakuje kierowców wiadomo od dawna. Pracownicy muszą wyrabiać nadgodziny, aby wszystkie kursy odbywały się normalnie. Dlatego związkowcy od dłuższego czasu są w konflikcie z zarządem spółki. Wszystko rozchodzi się o podwyżki, a dokładnie 5-procent. Związkowcom udało się to wywalczyć i podwyżka miała być wypłacana od stycznia. Jednak mamy już początek marca, a pensje nie uległy zmianie. Dlatego 27 lutego na Sesji Rady Miasta Tychy związkowcy pojawili się i zademonstrowali swoje niezadowolenie. Ponadto zagrozili, że już w środę spora część kursów może się nie odbyć.
"Nowe Info" rozmawiało z Aleksandrem Wysockim, przewodniczącym zrzeszonego w OPZZ Związku Zawodowego Komunikacji Miejskiej i Transportu w PKM Tychy. Powiedział m.in., że prezes PKM Tychy nie wywiązał się z "dżentelmeńskiej umowy" z kwietnia 2019 roku, gdzie oprócz podwyżki 150 zł i 600 zł na święta wielkanocne, obiecał 5-procent od stycznia 2020 roku. Przewodniczący poinformował, że PKM Tychy wypłaciło tylko podwyżkę uznaniową dla wybranych, a dostać mieli wszyscy.
PKM Tychy odpiera zarzuty i twierdzi, że wywiązało się z ustaleń. A związkowcy nie powinni się powoływać na ubiegłoroczne rozmowy, gdyż nie chcieli podpisać porozumienia.