Miała nadzieję na szybki i bezpieczny zysk. Wierzyła, że program inwestycyjny, promowany rzekomo przez samego Prezesa Narodowego Banku Polskiego, to okazja, której nie można przegapić. 75-letnia mieszkanka Siemianowic Śląskich nie przypuszczała jednak, że za elegancką stroną internetową i profesjonalnie brzmiącymi rozmowami kryje się wyrafinowane oszustwo.
Wszystko zaczęło się niewinnie — od reklamy, która obiecywała wysokie zyski z inwestycji. Brzmi znajomo? Niestety, to klasyczny schemat. Seniorka wypełniła formularz zgłoszeniowy, a chwilę później zadzwonił do niej „pracownik” firmy inwestycyjnej. Na początek – wpisowe: 900 złotych. Potem do akcji wkroczył „doradca inwestycyjny”, który przekonał kobietę, by przelała kolejne kwoty – w sumie prawie 40 tysięcy złotych. To były pieniądze zebrane od rodziny i pożyczone, z myślą o lepszej przyszłości.
Zysk? Miał być szybki i pewny. Niestety, kontakt z „doradcą” nagle się urwał. Gdy seniorka zorientowała się, że nie może wypłacić ani złotówki, a linie telefoniczne zamilkły – zrozumiała, że padła ofiarą oszustwa. Sprawa trafiła do siemianowickich policjantów.
To nie pierwszy taki przypadek – i niestety, wszystko wskazuje na to, że nie ostatni. Oszuści wciąż zmieniają metody, ale jedno pozostaje niezmienne: grają na ludzkiej nadziei, zaufaniu i braku wiedzy inwestycyjnej.
Policja apeluje: zanim przekażesz komukolwiek swoje pieniądze — zweryfikuj źródło. Nawet jeśli wygląda wiarygodnie. Zwłaszcza wtedy.