O zmianę formuły ograniczania liczby klientów w sklepach – poprzez odniesienie jej do powierzchni sklepu, a nie liczby zainstalowanych kas – wnioskuje w liście do premiera prezydent Częstochowy.
Jak poinformował w piątek częstochowski samorząd, prezydent miasta Krzysztof Matyjaszczyk wraz z przewodniczącym Rady Miasta Zbigniewem Niesmacznym, w datowanym na wtorek liście dali wyraz wątpliwościom, co do skuteczności przyjętych przez rząd rozwiązań, dotyczących liczby klientów w sklepach i punktach usługowych.
Z niepokojem obserwujemy bowiem mieszkanki i mieszkańców Częstochowy stojących w kolejkach do sklepów spożywczych, dyskontów, marketów, aptek, urzędów pocztowych i targowisk - napisali do prezesa Rady Ministrów częstochowscy samorządowcy.
Uściślili, że po wprowadzeniu od 1 kwietnia obostrzeń dotyczących liczby klientów, przed drzwiami punktów handlowych ustawiają się długie kolejki, w których nie zawsze zachowywane są zalecane odległości między ludźmi.
Oczywiście część osób stoi w odległości 1,5-2 metrów od siebie, ale część nie zwraca na to uwagi i staje tuż za plecami sąsiada. Czasami trudno o bezpieczne odległości także z uwagi na lokalizację sklepu i brak wystarczającego miejsca przed sklepem - napisali Matyjaszczyk i Niesmaczny.
Zasugerowali, że być może problem rozwiązałoby określenie maksymalnej liczby klientów w sklepie o danej powierzchni handlowej, a nie przeliczanie limitu osób robiących zakupy w zależności od liczby kas. „Wtedy kolejki na zewnątrz byłyby krótsze, a mieszkanki i mieszkańcy mieliby czas na wybór potrzebnych towarów” - ocenili samorządowcy.
Ich zdaniem pomiędzy półkami łatwiej jest utrzymać wymagany dystans 1,5-2 metrów, a ewentualne „bliższe spotkania” związane z mijaniem się wewnątrz sklepu mają charakter krótkotrwały. „Takie rozwiązanie stwarza zdecydowanie mniejsze zagrożenie epidemiczne, niż długotrwałe przebywanie w długiej kolejce przed sklepem” - ocenili Matyjaszczyk i Niesmaczny.
Zwrócili też uwagę, że jeszcze dłuższe, niż do sklepów, są obecnie kolejki do urzędów pocztowych. „Prawdopodobnie część listonoszy nie dostarcza w ogóle przesyłek bezpośrednio do mieszkanek i mieszkańców, którzy przecież w większości są teraz stale w domach, a wrzuca tylko awizo do skrzynek pocztowych” - napisali autorzy listu.
Kolejki na pocztę wydłuża dodatkowo skrócony czas otwarcia placówek. Nie jest to sytuacja, która sprzyja walce z epidemią – służy raczej rozprzestrzenianiu się koronawirusa w naszym mieście i całym kraju - zastrzegli samorządowcy z Częstochowy.
W tym kontekście prezydent tego miasta oraz przewodniczący rady miejskiej zawnioskowali do premiera oraz rządu o rozważenie zmian w zasadach związanych z limitami klientów w sklepach, a także funkcjonowaniem urzędów pocztowych.
Źródło: PAP