Jesteśmy w grupie kilku państw, których obywatele najwięcej dokładają do procesu leczenia ze swoich prywatnych pieniędzy – ogłosiła ostatnio Najwyższa Izba Kontroli. Okazuje się, że może być jeszcze gorzej.
Coraz więcej specjalistów przechodzi do prywatnego sektora lub bardzo poważnie rozważa takie rozwiązanie – alarmują związkowcy.
Mam wielu znajomych wśród psychiatrów, którzy całe lata przepracowali w publicznych placówkach i zrezygnowali. To był świadomy wybór. Wolą pomagać chorym w gabinetach, poradniach. Chodzi przede wszystkim o komfort pracy i jakość usług medycznych”
dr Maciej Niwiński, szef regionu śląskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy
Publiczne szpitale stają się coraz mniej atrakcyjne dla specjalistów. Nie bez przyczyny. Obciążenia biurokracją, niedobory personelu, oddziały pełne chorych, którym coraz trudniej zapewnić kompleksową opiekę z powodu nieustannych braków kadrowych. Wielu mówi po prostu „dość” i odchodzi.
Dzielą swój czas np. pomiędzy dwie prywatne kliniki, poradnie, mają własne gabinety – dodaje dr Niwiński. Oczywiście konsekwencje tego zjawiska, które niewątpliwie w naszym regionie istnieje, odczują przede wszystkim chorzy w stanach nagłych. To oni trafiają do wielkich jednostek, przecież nie do prywatnych podmiotów.
Lekarz na NFZ przyjmuje dziennie 72 pacjentów. Drugi prywatnie w tym samym czasie 40. Pierwszy rzuca NFZ i idzie pracować jak drugi. Kolejka prywatnie wzrośnie czy spadnie? A skoro tak, to co się stanie z ceną skoro rośnie popyt i spada podaż? No właśnie. Coraz więcej lekarzy rzuca NFZ.”
Jakub Kosikowski, były rzecznik Porozumienia Rezydentów OZZL, obecnie indywidualna praktyka lekarska
Dr Maciej Niwiński nie ma wątpliwości, że za decyzjami wielu specjalistów stoi coraz mocniej kulejący system ochrony zdrowia w Polsce. Zmiany wprowadzane są zbyt wolno, na efekty trzeba będzie czekać latami. Jednego pacjenci mogą być pewni już teraz: ryzyko, że ceny wizyt prywatnych będą wyższe, a kolejki w prywatnych gabinetach dłuższe - staje się coraz bardziej realne.