Pomoc psychiatryczna dla dzieci i młodzieży powinna odbywać się przede wszystkim w ich najbliższym otoczeniu, czyli środowiskowej poradni psychologicznej. Interwencja psychiatry byłaby potrzebna dopiero w cięższych przypadkach: w centrach zdrowia czy w szpitalu – uważa pełnomocniczka rządu ds. reformy psychiatrii dziecięcej prof. Małgorzata Janas-Kozik.
Prof. Janas-Kozik jest kierownikiem Katedry Psychiatrii i Psychoterapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach oraz Oddziału Klinicznego Psychiatrii i Psychoterapii Wieku Rozwojowego Centrum Pediatrii im. Jana Pawła II w Sosnowcu. W rozmowie z PAP zaznaczyła, że psychiatria dziecięca, co najmniej od roku, znajduje się w kryzysie. "Dlatego też jesteśmy bardzo zdeterminowani, żeby zacząć zmianę, bo stoimy przed ścianą" - oświadczyła.
CZYTAJ TAKŻE: Mają po dwadzieścia lat. Chcą "zniknąć"
Wyjaśniła dalej, że pomysłem na uzdrowienie sytuacji jest podział na trzy stopnie opieki psychiatrycznej dzieci i młodzieży, czyli na I, II, III poziom referencyjności placówek. To odciążyłoby niewątpliwie szpitale. Podkreśliła, że prace nad reformą przebiegają dwutorowo. Po pierwsze zakładają zmianę samego modelu opieki nad pacjentem w wieku rozwojowym, po drugie kształcenie kadr.
Równocześnie przypomniała, że nieformalnie od lipca 2017 roku, a formalnie od lutego 2018 roku przy resorcie zdrowia pracuje zespół roboczy ds. reformy psychiatrii. Ekspertka bierze w nim udział. Uczestniczą w nim m.in. kierownicy niektórych klinik psychiatrycznych dzieci i młodzieży, przedstawiciele resortu zdrowia, psychoterapeuci.
Najważniejszym założeniem, na I poziomie referencyjności, który faktycznie jeszcze nie istnieje, jest powołanie w najbliższym środowisku, w którym na co dzień funkcjonują dzieci i młodzież, ośrodków środowiskowych, psychologicznych. "Nazwa jest tak naprawdę rzeczą drugorzędną, umowną" – stwierdziła ekspertka.
Kluczową rolą tego poziomu - jak wyjaśniła dalej - byłoby zapewnienie pacjentowi bezpośredniego kontaktu ze specjalistą, ale jeszcze na tym etapie bez udziału lekarza psychiatry i poza warunkami szpitalnymi. Do tych placówek trafiałyby dzieci i młodzież zgłaszani przez rodziców, opiekunów, nauczycieli. Pacjenci otrzymywaliby wtedy wsparcie, psychologów, psychologów klinicznych psychoterapeutów oraz terapeutów środowiskowych specjalnie do tego przygotowanych. Interwencja na tym poziomie dotyczyłaby trudności wychowawczych, zaburzeń zachowania.
"Na tym etapie eksperci powinni rozstrzygnąć, czy niepokojące zachowanie dziecka wynika z czynników środowiskowych, czy jest to zaburzenie neurorozwojowe, czy też poważne zaburzenie psychiatryczne" - powiedziała profesor dodając, że chodzi tutaj o wyłapanie pacjentów, którzy nie wymagają bardziej specjalistycznej opieki lekarza psychiatry.
Ponadto zaznaczyła, że I poziom to ośrodki, które mogłyby powstawać w wielu miejscach i przyjmować różne formy.
„Jeśli będą podmioty, które będą chciały to realizować na terenie placówki ochrony zdrowia, poradni psychologiczno-pedagogicznej, która jest placówką MEN, na terenie Podstawowej Opieki Zdrowotnej, to powinno to być możliwe, byleby te miejsca spełniały wymogi określone odpowiednimi rozporządzeniami” – wyjaśniła.
Dodała też, że najważniejsze jest to, by były to miejsca, gdzie nie będzie stygmatyzacji, a dostęp do specjalisty - nie lekarza - będzie łatwy. Zastrzegła jednak, że dziecko i rodzinę wspierać muszą doświadczeni i wykształceni w tym kierunku profesjonaliści.
Natomiast interwencja psychiatry dziecięcego zaczynałaby się na II poziomie referencyjnym, czyli w środowiskowych centrach zdrowia psychicznego - poradniach zdrowia psychicznego, oddziałach pobytu dziennego, zespołach leczenia domowego i hostelach (interwencyjnych). Najcięższe przypadki trafiałyby na III poziom tj. na całodobowe, szpitalne, wysoko wyspecjalizowane oddziały psychiatryczne przy zastrzeżeniu jednak, że pobyt dziecka w nich powinien trwać jak najkrócej, a w miarę możliwości pacjent powinien być umieszczany w oddziale dziennym i mieć szybki dostęp do poradni zdrowia psychicznego.
Jak zaznaczyła na koniec prof. Janas-Kozik wszystkie poziomy opieki psychiatrycznej powinny być finansowane ryczałtem. Takie rozwiązanie dałoby swobodę zarządzania kadrą - dopasowanie personelu do potrzeb danej placówki.
"Chodzi tutaj o kwestię, by kierujący takim centrum opieki, bez względu na poziom referencyjności, miał swobodę dopasowania kadry do potrzeb. Ścisłe ustalenie etatów w placówkach ogranicza taką rotację i podnosi koszty zarządzania" – uważa ekspertka.
Janas-Kozik na koniec rozmowy wyraziła nadzieję, że te zmiany będą wprowadzane za kilka miesięcy, jednak ich efekty mają szanse być widoczne dopiero za kilka lat, bo "reforma jest ewolucją, a nie rewolucją". (PAP)