Mija rok od tragicznej śmierci 42-letniej Moniki. Jej ciało było zakopane 5 metrów pod ziemią

Mws
Kastelik

Szymon Kastelik

9 lipca, 2022

Ta tragiczna zagadka została rozwiązana dopiero po ponad czterech miesiącach. Nieszczęśliwa miłość, tajemnicze zaginięcie, samochód w stawie i kochający partner, który udawał niewinnego w mediach. Dramat 42-letniej Moniki Wilgorskiej-Stanewicz rozpoczął się już w 2019 roku i zakończył się 9 lipca 2021 roku, pięć metrów pod ziemią na granicy Poręby i Zawiercia.

42-letnia Monika pochodziła z okolic Torunia. Miała 11-letnią córkę. W 2019 roku poznała prze internet Mariusza P. - biznesmena z województwa śląskiego. Romans rozkwitł, a kobieta przyjechała ostatecznie na południe Polski, żeby zamieszkać ze swoim ukochanym. Jej nowym domem stał się Jaworznik w powiecie myszkowskim.

Jednak pomiędzy Moniką i Mariuszem przestało się układać. Dochodziło do konfliktu. Siostra Moniki odnalazła nawet jej pamiętnik, w którym zmarła opisywała zachowanie swojego partnera. Miał dopuszczać się przemocy psychicznej i fizycznej. Pod koniec czerwca 2021 roku Monika postanowiła wrócić do swojej rodzinnej miejscowości. Wezwała nawet policję, która asystowała przy wyprowadce.

Ale... po kilku dniach Monika wróciła do Jaworznika. Rodzina nie wiedziała dlaczego. 9 lipca 2021 roku Monika miała wrócić do swojego rodzinnego domu, ale zaginęła.

Służby wiedziały na początku tylko tyle, że 9 lipca 2021 roku Monika jechała swoim samochodem Ford Fiesta koloru białego wraz ze swoim partnerem Mariuszem P. Ostatni ślad po kobiecie to zapis monitoringu na stacji benzynowej Shell w Zawierciu. Miała wrócić do swojej rodziny pod Toruniem. Nie dojechała.

14 lipca w Zawierciu przy ul. Łącznej wędkarz zauważył samochód w stawie. Był to biały Ford Fiesta, ale bez tablic rejestracyjnych oraz zatartymi numerami. Ostatecznie służby zidentyfikowały, że pojazd należał do zaginionej. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Przesłuchani zostali wszyscy bliscy i znajomi Moniki - w tym jej partner (był ostatnią osobą, która ją widziała). Zeznał, iż 42-latka chciała jechać do rodziny. Kobieta podwiozła go do Jaworznika, miał wysiąść 1,5 kilometra od swojego domu. 

Miesiąc po zaginięciu Moniki, skontaktowała się z naszą redakcją osoba, która z pełnym przekonaniem i bojaźnią przekazała nam, że Monika nie żyje. - Została zamordowana przez partnera - poinformowała nas ta osoba, która poprosiła o pełną anonimowość z obawy o swoje zdrowie i życie. Według tej relacji, 42-letnia Monika chciała odejść od swojego partnera, a sam Mariusz P. miał być prawdziwym "bandziorem".

Policja nie miała wystarczającej liczby dowodów, żeby zatrzymać Mariusza P. Aż do czasu. W październiku Mariusz P. trafił do aresztu, ale z powodu innej sprawy. Prokuratura zarzuciła mu udział w przemycie narkotyków. Jednak umieszczenie biznesmena za kratami umożliwiło policji na podjęcie ponownej próby "złamania" głównego podejrzanego w sprawie Moniki. I udało się. 

W nocy z środy na czwartek (24/25 listopada) służby odnalazły na granicy Zawiercia i Poręby ciało 42-letniej Moniki. Jak do tego doszło? Otóż śledczy zajmujący się sprawą ponownie przeanalizowali nagrania z monitoringu. Zauważyli, że na stacji Shell, gdzie kamery ostatni raz uchwyciły pojazd Moniki, ktoś jechał za kobieta i jej byłym partnerem. Okazało się, że byli to bliscy znajomi Mariusza P.: Paweł B. oraz Łukasz W. To pozwoliło na odtworzenie ostatnich chwil życia zaginionej kobiety.

Mariusz P. zwabił ją na teren nieużytków na granicy Poręby i Zawiercia - kilkaset metrów od wspomnianej stacji benzynowej. Tam miało dojść do zabójstwa. Ciało zostało zakopane pięć metrów pod ziemią, a samochód najpierw "zniszczony" a następnie zatopiony w stawie. 

Zeznania kolegów zmusiły Mariusza P. do przyznania się. Potwierdził, że zamordował Monikę. 39-letni Paweł B. miał pomagać Mariuszowi P. w ukryciu zwłok i samochodu. Jak zeznał, na polecenie Mariusza P. wykopał dół wcześniej. Zarzuty usłyszał również 32-letni Łukasz W., który miał uczestniczyć w ukrywaniu samochodu i zacieraniu śladów. 

Morderca nie wybrał lokalizacji, które jest ukryte przed światem. W miejscu, gdzie zakopano ciało widać drogę (ul. Wojska Polskiego) i bardzo łatwo dojechać tam zwykłym samochodem (mimo polnej drogi). W bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się jeden dom, a w promieniu kilkuset metrów kolejne zabudowania mieszkalne. Z piętra jednego z pobliskich domów bardzo dobrze widać miejsce ukrycia zwłok.

Dlaczego nikogo nie zainteresowała koparka, którą Paweł B. miał wykopać kilka dni wcześniej dół? Miejsce ukrycia zwłok znajduje się na nieużytku pod lasem na granicy Zawiercia i Poręby. Wokół pełno dzikiej trawy, krzewów i pojedynczych drzew. Widać liczne ślady wywozu ziemi oraz wykopów. Ponadto w wielu miejscach znajdziemy różnego rodzaju odpady. Dlatego zapewne nikogo nie zdziwił widok głębokiej dziury, która po 9 lipca została zasypana. 

Co ważne, miejsce ukrycia zwłok zlokalizowane było zaledwie kilkaset metrów od stacji benzynowej, gdzie kamera uchwyciła ostatni raz żywą 42-letnią Monikę. Według Google Maps dystans wynosi 700 metrów. Okoliczni mieszkańcy korzystali z tego miejsca (nielegalny wywóz śmieci, odpadów zielonych lub odpadów budowlanych) przez kilka miesięcy, nie wiedząc o tym, że chodzą "po grobie" 42-letniej Moniki, o której mówiła cała Polska. Czemu dziura miała aż pięć metrów głębokości? Na pewno mordercy zależało na tym, żeby 42-letnia Monika nie została nigdy odnaleziona. Mariusz P. przez miesiące kłamał w mediach, że nic nie zrobił "swojej ukochanej". Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że morderca wraz ze wspólnikami pierwotnie planowali zakopać w tym samym miejscu jej samochód. Ostatecznie pojazd został zatopiony w stawie przy ul. Łącznej w Zawierciu (lokalizację ukrycia zwłok i stawu przy ul. Łącznej dzieli 5,7 km jazdy samochodem).

Monika została pochowana w jej rodzinnych stronach.

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

-1 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 5.0µg/m3 PM2.5: 4.7µg/m3