Projekt zmiany w prawie, który uznaje język śląski za język regionalny przeszedł przez pierwsze czytanie. Emocji nie brakowało. Prawica za wszelką cenę (nawet po śląsku) przekonywała, że nie istnieje naród śląski i jego język.
Dyskusji w Sejmie przysłuchiwali się m.in. senatorowie z Górnego Śląska oraz europoseł Łukasz Kohut, który pojawił się w sali plenarnej ze śląską flagą.
Sprawozdanie o projekcie ustawy przedstawiła posłanka KO, Monika Rosa. W części po śląsku, a w części po polsku argumentowała za tym, dlaczego Sejm powinien przegłosować zmiany w prawie i uznać śląską godkę za język regionalny.
- Stoja tukej dzisiej przed wami i myśla, że trocha długo czekali my na to, żeby polskie państwo dało na nos pozór. To jest język łod noszych łojców i ich łojców. Łoni cołkiem swoje życie przeżyli po naszymu. Kiejdy nie łoni, nie byłoby nos. Bestoż nie mogymy o tym języku zapomnieć - powiedziała Monika Rosa w Sejmie. Dodała, że kłótnia o język może trwać, ale ona nie ma sensu, bo nie można go zdefiniować. Najważniejsza jest wola ponad pół miliona osób ze spisu powszechnego.
- Śląsk to przede wszystkim wspólnota. Nos, Ślonzoków łączy tożsamość. Bestoż uznanie śląskiego za język regionalny to je piyrwszy krok do uznanio Ślonzoków za etniczną mniejszość - stwierdziła Rosa.
Fritz po śląsku godo, że niy mo Ślonzoków
Po wystąpieniu Rosy w Sejmie, pomimo pustek na sali plenarnej, wybuchła gorąca dyskusja. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Wojciech Zubowski poinformował, że jego klub będzie przeciwny zmianom w ustawie dot. języków regionalnych. Według niego dyskusja o języku śląskim jest sposobem odciągnięcia uwagi od niespełnionych obietnic nowej koalicji. Dodał, że już za poprzednich rządów PO, Sejm nie uznał języka śląskiego za język.
- W uzasadnieniu pisze się otwarcie, że uznanie dialektu za język jest decyzją polityczną. Zamiast konsultacji społecznych, przywołuje się wyniki spisu powszechnego - powiedział Zubowski.
Przedstawiciele Lewicy, Trzeciej Drogi oraz Wojciech Saługa z Koalicji Obywatelskiej bronili projektu i zapowiedzieli jego poparcie.
Ciekawie było, kiedy na mównicę sejmową wszedł poseł Konfederacji z Górnego Śląska, Roman Fritz. Godając po śląsku stwierdził, że... nie ma śląskiego. A argumenty? Opinia profesora Miodka oraz fakt, że najstarsze zachowane zdanie w języku polskim spisano... na Dolnym Śląsku (Księga Henrykowska).
Według przytoczonych przez Fritza argumentów ze środowiska akademickiego, śląski to kilkadziesiąt dialektów języka polskiego, a różnice mają polegać na tym, że Śląsk przez kilkaset lat był "odłączony" od Polski. I w zasadzie według argumentacji posła Konfederacji, Śląski jest śladem po dawnym języku polskim.
- Śląsk po zjednoczeniu od XIV wieku już ostoł poza Polską. I tamtyjszo mowa zostawiła się na tamtym etapie, stąd niekerzy utrzymują, iż bliżej dialektowi śląskiemu do godki Reya, Kochanowskiego, aniżeli do teroźnej godki literackiego polskiego - powiedział Fritz.
- Wniosek? Język śląski nie istnieje. Niy mo takiygo zwierzoka - dodał Fritz i wniósł o odrzucenie ustawy w całości.
Kowalski o pieniądzach z Berlina
Popisać się chciał również poseł Suwerennej Polski z Opola, Janusz Kowalski. Mówił wprost o opcji niemieckiej i finansowaniu przez Berlin.
- Jawna opcja niemiecka przechodzi do ofensywy i podjąć decyzję polityczną i wydzielić z narodu polskiego, naród, który nie istnieje. To co, że dostajecie pieniądze z Niemiec, i mniejszość niemiecka zmienia nazwę na Śląscy Samorządowcy, to plan napisany w Berlinie. Ślązacy to są Polacy - mówił Kowalski. Spotkało się to z oburzeniem części sali oraz gości, w tym europosła Kohuta.
O uderzeniu w unitaryzm Polski mówił również Grzegorz Braun.
Ale krytyka prawicy nic nie dała. W bloku głosować większość sejmowa sprzeciwiła się wnioskowi o odrzucenie projektu w całości. Tym samym dokument został skierowany do dalszej pracy w komisji, a następnie odbędzie się nad nim finalna dyskusja i głosowanie.