We wtorek na antenie TVN-u w programie "Uwaga" ukazał się reportaż, który przedstawił historię mężczyzny sprzedającego nielegalne "szczepionki" na COVID-19. Jak ustalili reportażyści, handlarz pochodzi z Górnego Śląska.
Coraz częściej dowiadujemy się o próbach oszukania ludzi na sprzedaży szczepionek przeciwko COVID-19. Panika wywołana tą pandemią oraz wolny proces ogólnopolskich szczepień spowodowały, że jesteśmy gotowi zapłacić nawet 8 tysięcy złotych za 2-3 dawki. Pierwsi tym tematem zajęli się dziennikarze Polsatu News, którzy w ubiegłym tygodniu w programie "Raport" przedstawili proces kupna od tajemniczego handlarza jedną ampułkę "szczepionki". Około 5 ml płynu ma wystarczyć na kilka dawek. Najprawdopodobniej mężczyzna sprzedał dziennikarzom fałszywy specyfik. Jednak za to zażyczył sobie 5 tysięcy złotych.
Do podobnego "sprzedawcy" dotarł program "Uwaga". W wyemitowanym we wtorek reportażu jedna z dziennikarek dotarła do Dariusza S., który proponował sprzedaż ampułki ze szczepionką COVID-19 firmy Pfizer. Za dodatkową opłatą mógł, przynajmniej tak twierdził, umówić szczepienie w przychodni.
Nie wszystko idzie, tak jak ma iść, niektóre paczki się gubią, czasami jakaś malutka paczka z całej dostawy. I to właśnie, że tak powiem, przejmuję ja. Jak się straci 20-30 ampułek, to nikt się nawet nie kapnie. Nie wiem, czy pani wie, że przychodzą odpowiednie dawki i oni je rozcieńczają. I jak oni dzielą, to my jesteśmy w stanie coś podebrać.”
tłumaczył handlarz w rozmowie telefonicznej z dziennikarką tvn
Mężczyzna chciał zaliczki dokonanej przelewem. Dziennikarka jednak nie zgodziła się na to i namówiła go na spotkanie, w celu dokonania transakcji. Gdy doszło do tego spotkania, dziennikarze TVN-u ujawnili się i dopytywali mężczyznę, dlaczego oszukuje ludzi. Ten wyraźnie był zdenerwowany. Próbował odjechać i zaczął zaprzeczać tym oskarżeniom. Ostatecznie dziennikarzom udało się dotrzeć do jego pracodawcy. Okazało się, że handlarz nielegalnymi i zapewne nieskutecznymi szczepionkami podawał się za kogoś innego. W rzeczywistości pochodzi z Rudy Śląskiej i jest informatykiem. W Małopolsce pracuje sezonowo w hurtowni warzywno-owocowej. Samochód, którym przyjechał na spotkanie z dziennikarzami, miał pożyczyć od swojego pracodawcy, który o niczym nie wiedział.
Sprawą zajmuje się policja.
REPORTAŻ DOSTEPNY TUTAJ