W niedzielne popołudnie piłkarze Górnika Zabrze zmierzyli się na wyjeździe z Pogonią Szczecin. Dla ekipy Brosza mecz stanowił szansę wskoczenia do pierwszej ósemki. Zaś gospodarze mogli zasiąść na fotelu lidera PKO Ekstraklasy.
Górnik Zabrze w ostatnich tygodniach grał w kratkę. Zwycięstwa były przeplatane przegranymi lub remisami. Zaś Pogoń, po fantastycznym początku, złapała zadyszkę i przegrał pod koniec sierpnia z Wisłą Płock. Jednak we wrześniu znów wróciła na ścieżkę zwycięstw.
Niewątpliwie faworytem byli gospodarze. Zamierzali wysunąć się na czoło tabeli, dlatego już w 24. minucie Matynia pokonał bramkarza Górnika Zabrze. Najpierw jego koledzy z drużyny przeprowadzili ciekawą akcję z prawej strony boiska. Natomiast Matynia dobił potem piłkę podczas zamieszania w polu karnym rywala.
Ekipa z Górnego Śląska nie zamierzała się poddawać. W drugiej połowie trener Brosz przeprowadził dwie szybkie zmiany ofensywne: Baidoo za Zapolnika, a Wolsztyński za Matrasa. Roszady pomogły. Pogoń musiała się bronić, co skutkowało trzema żółtymi kartkami dla podopiecznych Runjaicia. Jednak było to za mało. W 73. minucie wyrównał stan meczu niezawodny Igor Angulo. Podobnie jak Matynia Hiszpan także wykorzystał dobrą akcję kolegów, błędy w defensywie i zamieszanie w polu karnym.
Wynik nie uległ już zmianie. Górnik Zabrze wraca ze Szczecina z cennym 1 punktem. Dla Pogoni to także nie najgorszy wynik - ma ostatecznie 18 punktów na koncie i pierwsze miejsce tuż przed Śląskiem Wrocław.
FOT. PAP