Jak poinformowała jedna z słuchaczek Radia ZET - rzeczywistość chorych objętych kwarantanną jest bardzo trudna i w żaden sposób nie przypomina tej opisywanej na konferencjach prasowych! - Boli nas, że to, co słyszymy na konferencji prasowej, zupełnie inaczej wygląda w rzeczywistości – mówi Radiu ZET pani Monika, która razem z rodziną została objęta domową kwarantanną.
Jedną z 1014 osób objętych kwarantanną w Polsce jest pani Monika - Nikt nie monitorował tego, jak się czuję i czy mam jakieś objawy - mówiła słuchaczka Radia Zet.
Jak czytamy na wiadomości.radiozet.pl pani Monika razem z najbliższą rodziną odwiedzała w Nottingham swoją córkę. Do Polski z Wielkiej Brytanii wróciła w środę. Tym samym samolotem podróżował jeden z pacjentów, u których stwierdzono obecność koronawirusa. Spodziewała się więc kontaktu ze strony sanepidu. Jak jednak mówi, nikt się z nią nie kontaktował.
To ona przez 3 dni usiłowała dodzwonić się do sanepidu! Gdy w końcu się udało, usłyszała, że faktycznie leciała samolotem z zakażoną osobą, a służby sanitarne nie skontaktowały się z nią, bo miały problem z określeniem jej numeru telefonu.
Dopiero w niedzielę w nocy służby oficjalnie miały powiadomić ją, że wraz z rodziną zostaje poddana kwarantannie. Co to oznacza? Przez kolejne dwa tygodnie rodzina ma pozostać w domu.
W praktyce osoby objęte kwarantanną nie mogą wyjść na spacer, do sklepu czy po bułki. To jest zakazane. Złamanie kwarantanny może wiązać się z odpowiedzialnością administracyjną, a nawet karną.
- To ja kontaktowałam się z sanepidem. Sanepid kontaktował się dopiero po moich telefonach. Nikt nie monitorował tego, jak się czuję i czy mam jakieś objawy – mówiła pani Monika reporterowi Radia Zet.
Jak twierdzi - sytuacja diametralnie różni się od tej przedstawianej na konferencji prasowej.
– Współczuję osobom, które są samotne, bo z takiej dezinfomacji można zwariować - dodaje.