W Bytomiu kolejna rodzina z kamienicy, w której w sobotę wybuchł gaz, zdecydowała się wrócić do mieszkania – poinformowała w środę rzeczniczka bytomskiego magistratu Małgorzata Węgiel-Wnuk. Do domów wróciło już tam siedem osób.
W kamienicy pracę rozpoczęli rzeczoznawcy, którzy ustalą wielkość poniesionych przez mieszkańców strat. Samorząd Bytomia zobowiązał się w ostatnich dniach, że pomoże poszkodowanym w pokryciu szkód.
Wskutek sobotniej eksplozji - najprawdopodobniej gazu z sieci - w mieszkaniu na parterze budynku przy ul. Katowickiej 37 zginęła 39-letnia kobieta i jej dwie kilkuletnie córki. Poważnych poparzeń doznała przechodząca ulicą 62-letnia kobieta. Innych obrażeń doznały trzy przebywające w budynku osoby. Ogółem z kamienicy ewakuowało się 21 osób.
Wybuch skutkował m.in. pożarem w mieszkaniu na parterze, który został szybko ugaszony. Uszkodzony tam został strop, zabezpieczony potem przez strażaków. Uszkodzona została też jedna ze ścian działowych. W części mieszkań zniszczona jest stolarka drzwiowa i okienna.
Jeszcze w sobotę nadzór budowlany wyłączył z użytkowania sześć z 18 lokali w budynku. W poniedziałek inspektor nadzoru zdecydował o możliwości powrotu pierwszych mieszkańców, którzy jednak zapowiedzieli, że zrobią to we wtorek - po wprawieniu części drzwi i okien. Kolejna rodzina wróciła do mieszkania w środę.
Przedstawiciele miasta relacjonowali, że mieszkania w kamienicy zostały w różnym stopniu uszkodzone: od całkowitego zniszczenia lokalu, w którym wybuchł gaz, po uszkodzenia okien w części pozostałych mieszkań i drzwi w zamkniętych podczas akcji lokalach, do których musieli wejść strażacy.
Bytomscy samorządowcy zastrzegli, że w najbliższym czasie do zamieszkania będzie się nadawała tylko część lokali. W sześciu mieszkaniach na parterze i pierwszym piętrze potrzebny jest gruntowny remont, a odnowa czterech innych potrwa kilka tygodni.
Miasto zapowiedziało pomoc w pokryciu strat w mieszkaniach bez względu na to, czy chodzi o lokale gminne, czy własnościowe (aby ustalić wielkość strat, pracę rozpoczęli już rzeczoznawcy). Kamienica przy ul. Katowickiej 37 jest zarządzana przez wspólnotę lokatorów. Większość mieszkań należy do mieszkańców, miasto jest właścicielem pięciu lokali.
Od poniedziałku do kamienicy były już podłączone instalacje elektryczna i wodociągowa, stopniowo zaczęto uruchamiać te media w mieszkaniach. Rozpoczęły się próby szczelności instalacji gazowej – nie tylko w uszkodzonym budynku, ale na większym terenie.
Pierwsze dwie noce po katastrofie dziesięć osób z uszkodzonego budynku spędziło w zapewnionym przez samorząd hostelu, pozostałe osoby u rodzin. W sobotę i w niedzielę mieszkańcy mogli w asyście strażaków i policjantów wejść do mieszkań po najpotrzebniejsze rzeczy.
Od poniedziałku miasto przeniosło potrzebujących noclegu poszkodowanych do Domu Matki Ewy w dzielnicy Miechowice, z lepszymi warunkami niż w hostelu. Miejsce to ma być dostępne dla nich tak długo, jak będą tego potrzebowali.
W poniedziałek wszyscy lokatorzy budynku z ul. Katowickiej 37 wnioskowali w tymczasowym punkcie Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie o zasiłki celowe. Gotówkę wypłacono jeszcze tego samego dnia; wykonano też przelewy dla rodzin, które poprosiły o taką drogę dostarczenia wsparcia.
Jeszcze w sobotę, po sprawdzeniu, czy w rejonie wybuchu, gdzie m.in. zawaliła się ścianka działowa, nie było postronnych osób, policja rozpoczęła dochodzenie pod nadzorem prokuratury: oględziny z udziałem biegłych, ustalanie świadków zdarzenia i zbieranie zeznań od tych mieszkańców kamienicy, których stan psychiczny na to pozwalał. Następne osoby miały być przesłuchiwane w kolejnych dniach.
Śledztwo, początkowo wszczęte przez Prokuraturę Rejonową w Bytomiu, przejęła jeszcze w poniedziałek Prokuratura Okręgowa w Katowicach. We wtorek wykonano sekcje zwłok ofiar. Jak przekazali śledczy, zapadła decyzja, że na wczesnym etapie śledztwa nie będą informowali o wynikach tych badań. (PAP)