Od początku tego roku w Bytomiu doszło do pięciu kradzieży tramwajowej sieci trakcyjnej. Trzy z tych zdarzeń miały miejsce w centrum miasta. Choć jednego sprawcę kradzieży już złapano, tramwajarze apelują do mieszkańców o zgłaszanie jakichkolwiek działań przy sieci.
Jak wynika z informacji rozesłanej w poniedziałek przez rzecznika spółki Tramwaje Śląskie Andrzeja Zowadę, straty materialne oszacowano na 29 tys. zł, z czego niemal 22 tys. zł to koszty materiałów i naprawy uszkodzeń, a ponad 7 tys. zł – strata wynikająca z niezrealizowanej pracy przewozowej. Nie oszacowano strat pasażerów, nieraz rankiem bezskutecznie czekających na tramwaje.
"W ostatnim czasie taki obrazek powtarza się regularnie, ale nie wynika z jakiegoś zaniechania ze strony pracowników naszej spółki, ale z powtarzających się kradzieży sieci trakcyjnej" - podkreślił, cytowany przez Zowadę, prezes TŚ Bolesław Knapik.
Jak zaznaczył, do kradzieży przewodów dochodzi nocą, gdy ostatnie tramwaje zjechały już do zajezdni, a pierwsze poranne jeszcze z nich nie wyjechały. "Trudno zrozumieć zachowanie złodziei, którzy narażają życie dla kilku złotych. Przewody trakcji tramwajowej przewodzą prąd stały o napięciu 600 voltów: kontakt z prądem o takim napięciu jest dla człowieka śmiertelny" - wskazał Knapik.
Dyrektor eksploatacyjny TŚ Jacek Kaminiorz dodał, że w nocy z 12 na 13 marca w dzielnicy Stroszek złodzieje przecięli linę nośną i bardzo silnie napięty drut jezdny. "Siła odrzutu przewodów była tak duża, że trzy wysięgniki na słupach trakcyjnych zostały złamane, a dwadzieścia kolejnych mocno wykrzywionych. Gdyby taki przewód trafił w człowieka, doszłoby do tragedii" - ocenił Kaminiorz.
Kradzieże za każdym razem zgłaszają na policji pracownicy spółki, która złapała już jednego sprawcę. 25-letni mieszkaniec Piekar Śląskich wpadł, gdy przygotowywał kolejną kradzież. Jak wynika z relacji bytomskiej policji, usłyszał już sześć zarzutów związanych z kradzieżą trakcji.
Dyrektor eksploatacyjny Tramwajów Śląskich podkreślił, że pracowników spółki martwi brak świadków podobnych zdarzeń. "Nikt niczego nie widzi, niczego nie słyszy, nie zgłasza na policję. Złodzieje są do tego stopnia bezczelni, że pod koniec lutego ukradli sieć na ul. Piekarskiej, kilkaset metrów od komisariatu" - zaznaczył Kaminiorz.
W tej sytuacji władze TŚ apelują, aby w razie jakichkolwiek podejrzanych działań przy tramwajowej sieci nie zakładać, że pracownicy spółki coś naprawiają. "Proszę w takiej sytuacji jak najszybciej dzwonić na policję. Jeśli to faktycznie nasi pracownicy, nie będzie problemu. Jeśli będą to złodzieje, państwa interwencja może udaremnić kradzież" - zaakcentował prezes Knapik.
W poprzednich latach kradzieże tramwajowej sieci trakcyjnej zdarzały się też w innych miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Rejon Bytomia, północnych dzielnic Chorzowa i sąsiednich Siemianowic Śląskich, to także jedno ze stałych miejsc działalności złodziei kolejowej sieci trakcyjnej, a także węgla z jadących pociągów.
Kradzieże elementów infrastruktury paraliżują nie tylko ruch tramwajów czy pociągów towarowych na bocznych szlakach. Zdarzają się nawet na kluczowych magistralach, jak linia E 30, w regionie przebiegająca między Katowicami i Gliwicami.(PAP)