Selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek nie ma najłatwiejszego zadania. Postanowił poprowadzić najpopularniejszą drużynę sportową w naszym kraju. I na razie brakuje osób, które pochwaliłyby go za wykonaną pracę.
Po nieudanym mundialu w 2018 roku Adam Nawałka uznał, że już nic nowego nie da naszej reprezentacji Polski. Odszedł, a w jego miejsce wskoczył Jerzy Brzęczek. Pochodzący z Truskolasów, prywatnie wujek Jakuba Błaszczykowskiego, był jednym z ważniejszych polskich piłkarzy w latach 90-tych. Zdobył srebro na IO w Barcelonie, a także rozegrał 42 mecze w seniorskiej reprezentacji. Grał m.in. dla Górnika Zabrze, GKS-u Katowice, a karierę zakończył w Polonii Bytom. Następnie postanowił poświęcić się karierze trenerskiej. Po czterech lata pracy w Rakowie Częstochowa zaliczył o wiele krótsze "romanse" z Lechią, GieKSą oraz Wisłą Płock, z której zrezygnował na rzecz reprezentacji Polski.
Jakie wyniki Lewandowski i spółka osiągają za kadencji Brzęczka, to wszyscy wiemy. Udało się awansować na Euro, ale też nie mieliśmy wymagającej grupy. Natomiast styl naszej reprezentacji jest krytykowany zawsze. I to nie tylko przez dziennikarzy, ale też przez innych trenerów oraz piłkarzy. Nawet sam prezes PZPN-u zaczyna zauważać błędy w prowadzeniu tej drużyny. Jednak najwięcej kontrowersji pojawiało się przy powołaniach Jakuba Błaszczykowskiego, który najlepsze lata ma za sobą, a teraz grywa trochę w osłabionej przez problemy Wiśle Kraków. Oskarżano Brzęczka wówczas o nepotyzm.
I tak po dwóch latach Brzęczka postanowiła obronić przed "hejtem" znana dziennikarka i publicystka - Małgorzata Domagalik. Napisała książkę "W grze" właśnie o selekcjonerze. I to był błąd.
Prawie od razu dziennikarze sportowi zaczęli krytykować książkę autorstwa Domagalik. Wytykają dziennikarce stronniczość oraz brak elementarnej wiedzy. Jednak Krzysztof Stanowski - wieloletni dziennikarz Przeglądu Sportowego, a teraz właściciel Weszło i współwłaściciel Kanału Sportowego, postanowił pójść o krok dalej. Nagrał w sumie ponad 2 godziny dokładnej analizy tej "biografii". Mówiąc krótko: autorka została przez niego zmiażdżona. A Stanowski akurat się zna, bo kilka dobrych biografii napisał.
Co znajdziemy w tej książce? Na przykład ponad 100 stron bronienia Brzęczka przed hejtem. Rozmowy ze Zbigniewem Bońkiem oraz bratem Jakuba Błaszczykowskiego, którym bliżej bardziej do abstrakcji niż spójnej historii. Jest to też walka z wymyślonymi tezami oraz ciągłe oskarżanie dziennikarzy bez podawania konkretnych przykładów i nazwisk. Dostajemy też wywiad z samym Jerzym Brzęczkiem, który poddaje się tej "grze" i wmawia sobie, że jest wrogiem publicznym numer jeden. Z ciekawszych rzeczy znajdziemy również wklejone jeden do jednego rozmowy z Messengera z jakimś kibicem Lechii Gdańsk czy rady pani Domagalik, aby Brzęczek powoływał się na to, że prawie 30 lat temu grał przeciwko Guardioli - aby w ten sposób zdobyć szacunek u innych.
Książka "W grze" kibicom piłki nożnej dostarczy mnóstwo rozrywki. Ale panu selekcjonerowi na pewno nie pomoże. Co więcej, twór pani Domagalik jeszcze bardziej podważa jego autorytet i kompetencje. Bo jeżeli Jerzy Brzęczek wierzy w różne teorie spiskowe i zgadza się na opisywanie siebie jako ofiarę machiny medialnej, to raczej nie jest odpowiednią osobą do prowadzenia reprezentacji Polski. Franciszek Smuda z o wiele gorszym hejtem spotyka się od trzech dekad. I co? I nic.
Jeżeli siedzicie w domu na kwarantannie, to zamówcie sobie tę pozycję. Przynajmniej zleci wam jakoś ten czas. "W grze" to pozycja obowiązkowa dla studentów. Zobaczycie jak pisać pracę dyplomową z niczego na 300 stron A5.