Konrad Sikora, zastępca burmistrza gminy Michałowo, był gościem S24. Opowiedział o aktualnej sytuacji przy granicy z Białorusią. Ocenił też wykorzystywanie przybyszów z bliskiego wschodu w walce politycznej w naszym kraju.
Zastępca burmistrza gminy Michałowo, o której zrobiło się głośno w ostatnich tygodniach, stwierdził, że większość mieszkańców dobrze znosi stan wyjątkowy. Przypomniał, że słynny pan przygraniczny dotyczy tylko miejscowości, które znajdują się przy granicy. A samo miasto Michałowo nie znajduje się w obszarze stanu wyjątkowego.
Najbardziej odczuwają to właściciele kwater agroturystycznych, które musiały odwołać wszystkie rezerwacje. Były też problemy, ze kurierzy nie mogli wjeżdżać z przesyłkami, mimo że rozporządzenie na to pozwala - poinformował Konrad Sikora. - Widok żołnierze uzbrojonego po zęby powoduje pewien dyskomfort - dodał. Zastępca burmistrza przyznał, że imigranci pojawiają się nawet w samym Michałowie. 21 września gmina poinformowała o grupie koczującej przy Cerkwi.
- Pojawiają się imigranci, gdzieś na schodach domów, pod szopami. Nasi mieszkańcy pomagają (...) Postanowiliśmy stworzyć punkt pomocy dla potrzebujących - przekazał Sikora.
Punkt pomocy działa całą dobę przy remizie OSP. Jednak jak zaznacza Konrad Sikora, punkt ten ma tylko pomagać na chwilę - Będziemy informować straż graniczną. Nie jesteśmy miejscem, w którym mogą zostać - powiedział.
Jak dowiedzieliśmy się, imigranci/uchodźcy często myślą, że są już w Niemczech. Sikora dodaje, że decyzja o stanie wyjątkowym była zbyt pochopna i według niego media powinny móc relacjonować to co dzieje się na granicy. Jednak zauważa również, że to przybysze z Bliskiego Wschodu to nieczyste zagranie ze strony Białorusi, a też w Polsce walka polityczna i wykorzystywanie w niej imigrantów/uchodźców jest nie na miejscu. Zastępca burmistrza nawołuje, żeby opozycja nie mówiła o "dzieciach z Michałowa", bo one były tam tylko przez chwilę.
WIĘCEJ W PONIŻSZYM WIDEO: