Czy zaginiona Monika z Jaworznika została zamordowana? Taką informację otrzymaliśmy od jednej osoby, która skontaktowała się z nami w tej sprawie. Prokuratura przyznała, że sprawa stoi w miejscu.
Monika Wilgorska-Stanewicz 9 lipca 2021 roku około godziny 17.00 wyjechała swoim samochodem marki Ford Fiesta koloru białego. Wtedy ostatni raz mieszkanka Jaworznika (powiat myszkowski) była ostatni raz widziana. Policja rozpoczęła poszukiwania zaginionej, jej wizerunek został upubliczniony przez media.
14 lipca stawie w Zawierciu-Blanowicach wędkarz zauważył samochód w stawie. Był to biały Ford Fiesta, ale bez tablic rejestracyjnych oraz zatartymi numerami na silniku. Ostatecznie służby zidentyfikowały, że pojazd należał do zaginionej. Prokuratura Myszkowie wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Przesłuchani zostali wszyscy bliscy i znajomi Moniki - w tym jej partner (był ostatnią osobą, która ją widziała). Zeznał, iż 42-latka chciała jechać do rodziny.
Miesiąc po jej zaginięciu skontaktowała się z naszą redakcją osoba, która z pełnym przekonaniem i bojaźnią przekazała nam, że Monika nie żyje. Została zamordowana przez partnera - poinformowała nas ta osoba, która poprosiła o pełną anonimowość z obawy o swoje zdrowie i życie. Według tej relacji, 42-letnia Monika chciała odejść od swojego partnera. Przekazano nam także, że poszukiwania przeprowadzono niedokładnie. Chłopak ze straży powiedział, że zostali przegonieni - dodała ta osoba.
O szczegółach tego zdarzenia mają wiedzieć więcej inni z otoczenia zaginionej i partnera. Byli przesłuchani, lecz nie powiedzieli prawdy. W Jaworzniku i okolicznych miejscowościach huczy od podobnych plotek, o czym informowała m.in. Gazeta Myszkowska. Osoba, która z nami się skontaktowała potwierdza, że partner Moniki jest groźny i ma szerokie kontakty.
Szef Prokuratury Rejonowej w Myszkowie, Dariusz Bereza, poinformował nas, że aktualnie nie ma żadnych podejrzanych. - Wszystkie wątki, nawet te mało prawdopodobne, są weryfikowane - mówi prokurator. Zapytany o partnera, potwierdził, że znalazł się w kręgu zainteresowań służb, ale po przesłuchaniu został wypuszczony z powodu braku dowodów. - Stoimy w miejscu - przyznał prokurator Bereza, dodając, że cały czas docierają do prokuratury nowe sygnały/informacje z różnych miejsc w związku z tą sprawą.
Osoba, która skontaktowała się z nami, została przez nas poproszona o przekazanie policji swoich przypuszczeń. Odparła, że nie chce się wmieszać w tę sprawę, bo boi się o swoje życie. W trakcie rozmowy zaznaczyła kilkukrotnie, iż żałuje, że poinformowała nas o tym.