Na miejscu tragedii nie znaleziono butli z gazem. Kurki w kuchence były odkręcone. Doszło też do rozszczelnienia instalacji gazowej. To nie musiało być samobójstwo. Doszło do morderstwa?
Z dokumentów Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie wynika, że 39-latka radziła sobie z utrzymaniem córek. Pracownicy MOPR pomagali jej w odnalezieniu się na rynku pracy i w codziennym funkcjonowaniu. Przez brak kontaktu z ojcem dzieci, alimenty wypłacane były z funduszu alimentacyjnego.
- Ciągle zadajemy sobie pytanie, co było faktycznym powodem tej tragedii - mówi Mariusz Wołosz.
Według opinii biegłych kuchenka gazowa miała odkręcone kurki. Przewrócona ścianka działowa oraz siła wybuchu wskazują wyraźnie miejsce inicjacji wybuchu. Ktoś mógł to zrobić celowo.
- Mogę dzisiaj tylko tyle powiedzieć, że nie można wykluczyć, że to było samobójstwo. Nie można również wykluczyć, że to była ingerencja osób trzecich - powiedział Mariusz Wołosz w studiu Silesia24.pl. - Nie chciałbym wchodzić w rolę biegłego i prokuratora. Tych scenariuszy może być kilka - dodaje.