Main

Redakcja

7 lipca 2019

Dramat w Bytomiu. W wybuchu gazu zginęły trzy osoby. To 39-letnia matka i jej córki w wieku 7 i 5 lat. Ranna jest także kobieta, która w momencie wybuchu była w pobliżu budynku. Mieszkańcy budynku spędzili noc głównie u bliskich. Dziś poznaliśmy najnowsze informacje dotyczące stanu osób poszkodowanych i przyczyn tragedii. Okazuje się też, że lokatorzy nie wrócą do swoich mieszkań.

Lokatorzy kamienicy w Bytomiu, w której w sobotę wybuchł gaz, na razie nie mogą wrócić do swoich mieszkań – zdecydował w niedzielę nadzór budowlany.  Samorząd pod kątem ich potrzeb rzeczowych i docelowo finansowych uruchomi w poniedziałek tymczasowy punkt miejskiego ośrodka pomocy. Wskutek sobotniej eksplozji - najprawdopodobniej gazu z sieci - w mieszkaniu na parterze budynku przy ul. Katowickiej 37 zginęła 39-letnia kobieta i jej dwie kilkuletnie córki. Poważnych poparzeń doznała przechodząca ulicą 62-letnia kobieta. Innych obrażeń doznały trzy przebywające w budynku osoby. Ogółem z budynku ewakuowało się 21 osób. Eksplozja skutkowała m.in. pożarem w mieszkaniu na parterze, który został szybko ugaszony. Nad pomieszczeniem, gdzie doszło do wybuchu, uszkodzony został strop, jeszcze w sobotę zabezpieczony przez strażaków. Uszkodzona została też jedna ze ścianek działowych. W części mieszkań zniszczona została stolarka okienna.

Jeszcze w sobotę, po czynnościach Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego, część mieszkań uszkodzonego budynku wyłączono z użytkowania. Jak zapowiadał wojewoda śląski Jarosław Wieczorek, na bieżąco – pod warunkiem wykonania niezbędnych prac naprawczych – będzie dokonywana ocena, które lokale będą mogły być przywracane do użytku w kolejnych dniach.

Jak przekazała w niedzielę rzeczniczka bytomskiego magistratu Małgorzata Węgiel-Wnuk, na razie, prawdopodobnie przez kilka dni, mieszkańcy budynku nie będą mogli wrócić do swoich mieszkań: powodem jest głównie kwestia uruchomienia instalacji. Wobec skali uszkodzeń w budynku powiatowy inspektor nadzoru budowlanego wyłączył też na razie całkowicie z użytku sześć spośród osiemnastu lokali.

W tej sytuacji dziesięć osób będzie na razie nocowało w zapewnionym przez samorząd hostelu, pozostali u swoich rodzin. Według wstępnej oceny samorządowców, zapewnienie bezpiecznego powrotu do mieszkań pierwszej grupie lokatorów, może zająć około dwóch dni. "Ostatecznie decyduje tu inspektor nadzoru budowlanego" - zastrzegła Węgiel-Wnuk. Rzeczniczka wskazała, że zarówno w sobotę, jak i w niedzielę, mieszkańcy mogli w asyście strażaków i policjantów wejść do swoich mieszkań po najpotrzebniejsze rzeczy.

Od poniedziałku mieszkańcy będą mogli korzystać też z tymczasowego punktu Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, który zostanie utworzony przy pobliskim Placu Klasztornym. "Lokatorzy będą mogli tam zgłosić swoje potrzeby rzeczowe i docelowo także finansowe, bo będziemy wspierać ich także w tym aspekcie" - zasygnalizowała Węgiel Wnuk.

Kamienica przy ul. Katowickiej 37 jest zarządzana przez wspólnotę lokatorów. Według rzeczniczki urzędu miasta zdecydowana większość mieszkań w tym budynku należy do mieszkańców, właścicielem pięciu z nich jest miasto.

W sobotniej akcji w szczytowym momencie na miejscu pracowało 26 zastępów Państwowej Straży Pożarnej i 3 zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej, w tym 3 plutony gaśnicze i ratownicy specjalistycznej grupy poszukiwawczo-ratowniczej z Jastrzębia-Zdroju. Przez parę godzin trwało sprawdzenie, czy w rejonie wybuchu, gdzie m.in. zawaliła się ścianka działowa, nie było postronnych osób.

Następnie, wieczorem, policja rozpoczęła czynności dochodzeniowo-śledcze, pod nadzorem prokuratury: szczegółowe oględziny z udziałem biegłych, ustalanie świadków zdarzenia i zbieranie zeznań od tych mieszkańców kamienicy, których stan psychiczny na to pozwalał. Następne osoby miały być przesłuchiwane w niedzielę i w kolejnych dniach.

Strażacy przez noc soboty na niedzielę razem z policjantami pilnowali miejsca wybuchu; policjanci będą jeszcze zabezpieczali budynek w następnych dniach. Jeszcze w sobotę szef śląskiej straży pożarnej nadbrygadier Jacek Kleszczewski mówił, że główna hipoteza przyczyny wybuchu dotyczy gazu z sieci, do której przyłączony jest budynek. (PAP)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Stan osób rannych w wybuchu w kamienicy w Bytomiu jest stabilny - poinformował w niedzielę prezydent miasta Mariusz Wołosz. Przekazał, że jest duże prawdopodobieństwo, że mieszkańcy budynku w niedzielę będą mogli wrócić do swoich mieszkań.

"Wiem, że osoby ranne są w stanie stabilnym, mam zamiar jutro odwiedzić te wszystkie osoby w szpitalu" - powiedział dziennikarzom Wołosz.

Pytany, kiedy mieszkańcy będą mogli wrócić do budynku, prezydent Bytomia odparł, że "jest duże prawdopodobieństwo, że już dzisiaj spędzą noc w swoich mieszkaniach, jeśli oczywiście będą w stanie zaakceptować to, że w kilku mieszkaniach drzwi są w takim stanie, w jakim są". Dodał, że wymiana drzwi rozpocznie się w poniedziałek, a pracami zajmą się zarządcy.

Zastępca komendanta miejskiego PSP w Bytomiu mł. bryg. Marek Trefon przekazał, że w akcji uczestniczyło łącznie 30 zastępów straży pożarnej. Pytany o możliwe przyczyny rozszczelnienia instalacji, wskazał, że może ich być wiele, a faktyczną ustali biegły. Wskazał m.in. "samoczynne uszkodzenie połączeń gwintowych czy kuchenki gazowej", a także że "zainicjowane mogło być też np. przeskokiem ładunku elektrycznego".

Wskutek eksplozji - prawdopodobnie gazu z sieci - w mieszkaniu na parterze trzykondygnacyjnego budynku z poddaszem przy ul. Katowickiej 37 zginęła 39-letnia kobieta i jej dwie kilkuletnie córki. Poważnych poparzeń doznała przechodząca ulicą 62-letnia kobieta. Innych obrażeń doznały trzy przebywające w budynku osoby. Ogółem z budynku ewakuowało się 21 osób.

Eksplozja poskutkowała m.in. pożarem w mieszkaniu na parterze, który został szybko ugaszony. Nad pomieszczeniem, gdzie doszło do wybuchu, uszkodzony został strop. Ucierpiała też jedna ze ścianek działowych. W części mieszkań uszkodzona została m.in. stolarka okienna. W sobotę po czynnościach Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego część mieszkań z uszkodzonego budynku wyłączono z użytkowania. Jak zapowiadał wojewoda śląski Jarosław Wieczorek na bieżąco – pod warunkiem wykonania niezbędnych prac naprawczych – będzie dokonywana ocena, które lokale będą mogły być przywracane do użytku w najbliższych dniach.

Do wybuchu doszło w budynku przy ulicy, która w ostatnich miesiącach pozostawała zamknięta z powodu przebudowy. Pytany o to w sobotę komendant śląskiej straży pożarnej powiedział, że strażacy dotarli na miejsce "niezwłocznie" - w trzy minuty dotarli tam, gdzie mogli dojechać, a dalszą część drogi pokonywali pieszo. O sprawnej akcji służb ratowniczych zapewniał też wojewoda śląski. Rzeczniczka wojewody przesłała PAP informację z rejestru Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego, zgodnie z którą pierwsze zgłoszenie napłynęło tam o godz. 13.19, a pierwsza karetka była na miejscu o godzinie 13.25.

Prezydent Bytomia pytany w niedzielę, czy trwający remont ulicy nie utrudnił akcji, wskazał, że "remont prowadzi spółka Tramwaje Śląskie i to w ich gestii interweniowanie, czy wpływ na harmonogram prac". Mł. bryg. Marek Trafon stwierdził zaś, że "nie utrudniło to w sposób znaczący akcji, ani nie przedłużyło ewakuacji lokatorów ponieważ 21 osób samoczynnie opuściło budynek przed ich przybyciem".

Jeszcze w sobotę na miejsce zdarzenia udał się, wraz z szefową MSWiA Elżbietą Witek, premier Mateusz Morawiecki, który przerwał z tego powodu swój udział w katowickiej konwencji PiS.

Prezydent Bytomia ogłosił żałobę w mieście; 6 i 7 lipca odwołane zostały wszystkie imprezy miejskie. (PAP)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Do wybuchu doszło na parterze w trzykondygnacyjnym budynku przy ulicy Katowickiej w Bytomiu ok. 13:00. Akcję ratowniczą utrudniała trwająca przebudowa drogi. Mieszkańcy mówią, że w środku była matka z dwójką dzieci. Straż pożarna potwierdza te tragiczne informacje.

Siła wybuchu była tak potężna, że na remontowaną ulicę wypadło wyposażenie mieszkania. Z futryn wypadły wszystkie okna, kaloryfery zostały wyrzucone na zewnątrz. Na ulicy czuć swąd spalenizny. Sąsiedzi tragicznie zmarłych są w szoku. 

DSC 0027

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

13 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 6.4µg/m3 PM2.5: 5.8µg/m3