Zdaniem wdów i sierot po zmarłych górnikach, minister Tobiszowski razem z Beatą Szydło ich oszukali. Obiecali 240 mln zł na rekompensaty za utracone prawo do deputatu węglowego. Środków zabrakło już po 3,6 tys. wniosków.
- Emeryt górniczy też ma swoje potrzeby. Dlaczego mamy być najgorszym sortem społeczeństwa? - pyta Sylwia Kulik, ze związku emerytów i rencistów górniczych.
Wypłaty dla wdów i sierot górniczych nie wyglądają tak, jak deklarował Grzegorz Tobiszowski i Beata Szydło. Zaczęły się w piątek. Zgodnie z deklaracją dziś już europosłów w budżecie miały zostać zabezpieczone środki na wypłaty dla 24 tys. wnioskodawców. Tymczasem, zdaniem Agaty Kowalczyk, prezes Stowarzyszenia Wdów i Sierot Górniczych, pozytywnie rozpatrzono zaledwie 3,6 tys. zgłoszeń. Reszta ma zostać odrzucona.
- Znowu nas podzielono. Minister Tobiszowski obiecał 240 mln zł. na 24 tys wniosków. Złożono już 10 tys. wniosków, pozytywnie rozpatrzono 3,6 tys. - mówi Agata Kowalczyk.
- Wiceminister Tobiszowski obiecał, że będzie rozmawiał ze spółkami górniczymi. Wypłaty miały być, jeżeli spółki bedą miały wynik ekonomiczny dodatni. Niestety, pan minister ani razu nie rozmawiał ze spółkami węglowymi. Pisałyśmy i piszemy w naszej sprawie. Nikt z rządu się nami nie interesuje. Z ministerstwa dostajemy odpowiedzi, że nam nic się nie należy, ponieważ nie jesteśmy objęci ustawą. Tę ustawę pisało przecież ministerstwo. Odpowiedzialni wykręcili się uciekając do Brukseli. Zostawili kilkadziesiąt tysięcy ludzi na lodzie - mówi Sylwia Kulik. - To jest nasza gorycz. Gorycz emerytów i rencistów. Nawet częściowo nie chcą nam zrekompensować utraconego deputatu - dodaje.