Ratownikom udało się dotrzeć do czterech górników w kopalni Zofiówka (stan na 22:00). Warunki akcji są bardzo trudne. Górnicy nie dają oznak życia. O północy potwierdzono pierwszy zgon.
O 22:00 przekazano najnowsze informacje dotyczące akcji ratowniczej w kopalni Zofiówka.
- Obecnie zajmujemy się transportem poszkodowanych - poinformował jeden z przedstawicieli JSW.
Ratownicy równocześnie pracują nad dojściem do pozostałych górników.
Jednak już po północy JSW poinformowała, że ratownicy przetransportowali pierwszego górnika. Lekarz stwierdził zgon.
O godzinie 18:00 wiceprezes JSW poinformował, że ratownicy dotarli do pierwszy uwięzionych górników w kopalni Zofiówka.
- Ratownicy dotarli do czterech poszukiwanych górników z którymi utracono kontakt po wstrząsie w chodniku D4a. Zastęp ratowniczy znalazł czterech poszkodowanych górników około 220 metrów od czoła przodka. Ratownicy musieli się jednak wycofać, bo kończył im się tlen w butlach - informuje JSW.
Jednak szybko do mediów dotarła informacja, ze czwórka górników nie daje oznak życia. Jednak według przepisów ich zgon może stwierdzić dopiero lekarz na powierzchni. Tymczasem warunki w miejscu, w którym odnaleziono pierwszych górników są naprawdę trudno. Wysokie stężenie metanu, brak tlenu i światła. Do tego sztab kryzysowy obawia się kolejnego tąpnięcia.
O podobnych obawach powiedział prezydent Polski Andrzej Duda, który wieczorem przyjechał do kopalni Zofiówka.
- Jeszcze raz składam wyrazy współczucia wszystkim tym, którym bliscy zginęli w ostatnich dniach w Pniówku (...) jest wysokie prawdopodobieństwo, że również tutaj będą ofiary śmiertelne - powiedział prezydent Polski.
-Ratownicy do ostatnich chwil wierzą, że uda się wydobyć górników żywych (...) Bardzo trudna jest ta wiosna dla polskiego górnictwa i dla nas wszystkich - dodał Andrzej Duda.
O godzinie 15:00 do Zofiówki przyjechał premier Mateusz Morawiecki.
W sobotę o godzinie 3:40 doszło do wstrząsu w kopalni Zofiówka, która znajduje się w sąsiedztwie KWK Pniówek, gdzie w środę i w czwartek doszło do serii wybuchów metanu. Tam zginęło pięć osób, a siedem wciąż jest pod ziemią.
W rejonie zagrożenia przebywało 52 pracowników JSW. 42 pracowników wyszło na powierzchnię o własnych siłach. Z 10 osobami utracono kontakt. Od początku w akcji uczestniczy 12 zastępów ratowniczych.