Na DK-45 samochód wjechał pod rozpędzony autokar. Nie żyje ojciec i jego kilkumiesięczna córka. Reszta rodziny trafiła do szpitala.
AKTUALIZACJA:
Nie udało się uratować 35-letniego kierowcy i jego kilkumiesięcznej córki. Reszta rodziny trafiła do szpitala. Z nieznancyh nadal przyczyn, kierujący oplem zjechał z drogi wprost pod nadjeżdżający autobus PKS Racibórz. W osobówce jechało pięć osób. Do szpitala trafiła także czwórka pasażerów autobusu.
WCZEŚNIEJ PISALIŚMY:
Zablokowana jest DK-45 w Raciborzu. W dzielnicy Miedonia z niewyjaśnionych przyczyn osobowy opel zjechał na lewy pas i czołowo zderzył się z autobusem PKS Racibórz. Jak informuje Silesia24 kom. Mirosław Szymański, rzecznik KMP w Raciborzu trwa walka o życie kierowcy i małego dziecka.
- Pozostali pasażerowie samochodu są pod opieką lekarzy. Ratownicy prowadzą reanimację kierowcy i małego dziecka. Miejmy nadzieję, że nie będzie ofiar śmiertelnych - komentuje obecny na miejscu kom. Mirosław Szymański.
Na miejscu jest już śmigłowiec Lotniczgo Pogotowia Ratunkowego. W drodze jest kolejny. Opatrywani są pasażerowie autokaru. Nieoficjalnie mówi się o ośmiu osobach poszkodowanych.
Jak poinformowała rzeczniczka śląskiej straży pożarnej Aneta Gołębiowska, w samochodzie osobowym zakleszczonych zostało pięć podróżujących nim osób – dwoje dorosłych i troje dzieci, w tym niemowlę. Pół godziny po wypadku strażacy nadal starali się ich uwolnić. Obrażenia odniosły ponadto trzy osoby spośród dziewięciu podróżujących autobusem miejskim. Są wśród nich dwie kobiety, w tym jedna w ciąży oraz dziecko.
Do wypadku doszło na ul. Kozielskiej, którą w Raciborzu przebiega droga krajowa nr 45, wiodąca od Opola w kierunku granicy państwa w Chałupkach.
(SILESIA24/PAP)