Po długim weekendzie majowym zaczynamy powoli myśleć o zbliżających się wakacjach. Kilka dni dobrej pogody zachęciło wielu z nas do wyjścia do parków, aby skorzystać z pierwszych promieni słońca. Część już marzy o wakacjach nad polskim morzem, w górach, czy o zagranicznych wojażach.
Nadmierny optymizm spowodowany kilkoma cieplejszymi dniami, dość szybko gaśnie czytając słowa ministra zdrowia, który udzielił wywiadu gazecie Rzeczpospolita. Szumowski jasno podkreśla, że nadmierna radość i zbyt szybkie poczucie wygranej walki z epidemią może doprowadzić do opłakanych skutków. Jesteśmy bowiem dopiero przed szczytem zachorowań w naszym kraju.
Albo znowu pójdziemy w górę, albo pójdziemy w dół. To nie oznacza, że wirus zniknie. Koronawirus pozostanie w populacji. Dzisiaj przygotowujemy się do jesieni, bo mogą wybuchnąć dwie epidemie w jednym momencie. Jesieni obawiam się najbardziej. Przesuwamy szczyt do przodu wypłaszczając go. W ostatnich modelach, które otrzymałem szczyt zakażeń był na jesieni - zaznacza w rozmowie z Rzeczpospolitą, minister Łukasz Szumowski
Minister podkreśla też, że to właśnie po wakacjach spodziewany jest szczyt zachorowań w Polsce. Wpływ na to mogą i zdaniem Szumowskiego będą miały właśnie wyjazdy wakacyjne. Dlatego w tej kwestii minister zdrowia jest dość sceptyczny.
Zaplanować można, ale czy one dojdą do skutku – tego nie wiemy. Zdecydowanie już dziś rekomenduję rezygnację ze zorganizowanych wyjazdów grupowych. Rodzinnie możemy jechać. Na dziś nie mam danych, które by mogły powiedzieć, że będzie można organizować wyjazdy turystyczne, obozy itd. Poczekajmy jeszcze do połowy, może do końca maja. Jeśli epidemia, jakimś trafem, zacznie znikać… Zobaczymy. Na dziś jednak nie przewiduję, że ona zniknie. - podkreśla Szumowski.
Dla tych z nas, którzy mają wykupione wczasy poza granicami kraju również nie ma dobrych wieści bowiem granice mają zostać otwarte na samym końcu izolacji, która jest częścią walki z epidemią koronawirusa w naszym kraju.
Źródło: rp.pl/własne