Sytuacja na Śląsku opanowana?! Nic z tych rzeczy, ludzie przechodzą tu istne piekło!

77 latek zmarl w kolejce
Jakub Kuzdzal foto autorzy

Jakub Kużdżał

5 czerwca 2020

Nie mieliśmy ani jednej kontroli, nie musieliśmy ściągnąć aplikacji, nikt się nami nie interesuje. Obdzwoniłam, a raczej, starałam się dodzwonić do głównego inspektoratu sanitarnego, sanepidu w Katowicach i Gliwicach, niestety nawet całodobowe telefony są wyłączone. A w czasie pracy ludzie są tak bezczelni, że odbierają i odkładają słuchawki. Naprawdę nie wiem co robić, a ludzi w podobnej sytuacji jest dużo więcej - pisze jedna z osób. A jest ich zbyt wiele, by stwierdzić, że nic się nie dzieje.

W ostatnich dniach do naszej redakcji docierają kolejne wiadomości z prośbą o nagłośnienie sytuacji, w jakiej znajdują się górnicy i ich rodziny, które otrzymały pozytywny wynik badania na obecność koronawirusa i odbywają obowiązkową kwarantannę. Mimo przedstawianych informacji o tym, że sytuacja na Śląsku jest opanowana zupełnie inną optykę na całą sprawę mają Ci, których problem dotyczy bezpośrednio. 

Jesteśmy już 4 tydzień w domu. Sprawa wygląda tak: mąż (górnik) miał wynik dodatni 10.05, sanepid w Bytomiu miał oddzwonić w sprawie badań dla mnie, do tej pory (4tyg) nie zadzwonili, po wytyczonym L4 przez lekarza rodzinnego (do 29.05) dzwoniliśmy do sanepidu o przysłanie wymazobusa w sprawie kolejnych badań. Teściowa próbowała dzwonić (opiekowała się dziećmi), również miał ktoś do niej oddzwonić, jednak żadnej odpowiedzi. Załatwiłam numer z wymazobusa w Bytomiu (03.06) i okazało się, że nawet nie zostaliśmy zgłoszeni do badań, miła pani wpisała nas dopiero na listę - pisze jedna z kobiet. Naprawdę nie wiem co robić, a ludzi w podobnej sytuacji jest dużo więcej - dodaje.

Zamieszanie z wynikami badań nie jest nowością. Wcześniej już pisaliśmy o sytuacji, w której ginęły wyniki, czy wręcz próbki i trzeba był je wykonywać ponownie.

Dramatyczny opis sytuacji swojej rodziny zamieściła na jednej z grup facebookowych żona górnika, który przebywał na kwarantannie w związku z bezpośrednim kontaktem z osobą zarażoną koronawiusem. "Ludzie na kwarantannie są jak kukułcze jaja, nikt ich nie chce, bo mogą zarażać" - pisze Pani Anna.

Żona górnika: Sanepid? Po co wy jesteście?

Proszę o zachowanie anonimowości, ale to co się dzieje w gliwickim Sanepidzie przechodzi ludzkie pojęcie – pisze do nas górnik. Nasza córeczka ma 11 miesięcy. Jesteśmy wiezieni. Dlaczego to małe dziecko nie ma prawa do wolności? – próbuje się dowiedzieć Pan Andrzej (imię zmienione przez Redakcję).

Górnik: Nasza córeczka ma 11 miesięcy. Jesteśmy więzieni, bo Sanepid od 4 tygodni nic nie wie!

Nie mamy nikogo, kto by nam poszedł na zakupy, a na wożenie taksówką już nie mamy pieniędzy! Media przekazują, że na kwarantannie mają 18 osób, nie mieliśmy ani jednej kontroli nie musieliśmy ściągnąć aplikacji, nikt się nami nie interesuje podkreśla zdesperowana żona górnika.

Rodzina szukając pomocy obdzwoniła główny inspektorat sanitarny, sanepid w Bytomiu, Katowicach i Gliwicach, niestety nawet całodobowe telefony są wyłączone, a w czasie pracy ludzie byli tak bezczelni, że jak relacjonuje nasza czytelniczka, odbierali i odkładali słuchawki. 

Kilkaset połączeń do bytomskiego Sanepidu? A może kilkaset do gliwickiego? Bez echa? Bez odebrania telefonu? Bez informacji?Przedłużanie kwarantanny? O kolejne dni i tygodnie? Z tym musza się zmagać górnicy i ich rodziny. Dlaczego tak się dzieje? Oficjalnie nie wiemy, Sanepid milczy. I to jest rzeczywistość, w której żyją setki osób na Śląsku.

Próbowaliśmy się wielokrotnie dodzwonić do sanepidu w Bytomiu. Bezskutecznie. Wysłaliśmy też wiadomość mail z prośbą o stanowisko placówki w opisanej powyżej sprawie. Nie otrzymaliśmy niestety odpowiedzi.  

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

9 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 2.6µg/m3 PM2.5: 2.3µg/m3