Fotografują się z napisem "#SystemToJa" by opowiedzieć o tym, co dla nich jest codziennością: reanimacja czterodniowego dziecka, wspinanie się po balkonach by ratować niedoszłego samobójcę, jazda "na sygnale" przez duszące się w gigantycznych korkach miasto. Bo system to ludzie, nie liczby czy statystyki.
Ariel Szczotok nie kryje rozczarowania medyczną rzeczywistością w naszym kraju. Dysponenci, MZ, NFZ i cała reszta tylko zamiata problem pod dywany - zauważa. Jest ratownikiem medycznym i pielęgniarzem, W "systemie" od 2008 roku. Kilka miesięcy temu reanimowaliśmy czterodniowe dziecko. W zeszłym tygodniu w ostatniej chwili wjechaliśmy z pacjentem z rozległym zawałem wprost na salę hemodynamiki. Zwykli ludzie. Zwykła praca - dodaje jakby nieco przekornie.
Chcą zostać zauważeni, docenieni, zrozumieni. Najbardziej boli chyba obojętność kolejnych odpowiedzialnych za kształt i realizację zadań systemu, ujmowanie naszej roli, marginalizacja zawodu i tego, co robimy - tłumaczy Ariel Szczotok.
To tacy ludzie jak on - zwyczajni - niezwyczajni pracownicy systemu ochrony zdrowia sprawiają, że udaje się nieść wysokiej jakości pomoc medyczną jeszcze zanim pacjent trafi do szpitala! Bez odznaczeń, bez kawy z prezydentem. Codziennie! Tak podsumowano ideę na facebookowym profilu "Nie z mojej karetki". Nieustannie pojawiają się na nim nowe galerie zdjęć w ramach akcji #SystemToJa.
Chcemy żeby wreszcie respektowano zasady funkcjonowania systemu, inwestowano środki nie w latanie dziur w szpitalach tylko w ratownictwo. Chcemy, żeby dysponenci wreszcie zrozumieli, że bez wykształconych doświadczonych ratowników również ich życie będzie zagrożone - przypomina Ariel Szczotok.