Wracamy do tematu obowiązkowej wyprowadzki grup kulturalnych z Centrum Kultury Śląskiej "Grota" w Świętochłowicach. Do końca maja ma opuścić zajmowany przez siebie lokal m.in. Nieformalna Grupa Miłośników Śląskich Tradycji, ikona świętochłowickich Lipin, która co roku ubarwia procesję Bożego Ciała.
Czy można bez słowa wyjaśnienia i pomocy eksmitować z publicznego domu kultury wszystkie grupy w nim działające? Na przykładzie Świętochłowic odpowiedź brzmi: "można".
Potwierdza to Grzegorz Stachak. Założona przez niego, istniejąca od ćwierć wieku i znana m.in. z barwnych procesji Bożego Ciała, Nieformalna Grupa Miłośników Śląskich Tradycji, wraz z innymi organizacjami społecznymi otrzymały nakaz opuszczenia CKŚ "Grota" w Lipinach do końca maja. Powód? Jak twierdzi świętochłowicki magistrat: zły stan budynku. Miasto nie podaje jednak żadnych szczegółów dotyczących terminów i decyzji odnośnie prac remontowych.
Więcej o sprawie znajdziesz TUTAJ.
Przeczytajcie wywiad z Grzegorzem Stachakiem:
Paweł Kmiecik: Jaka jest obecna sytuacja Nieformalnej Grupy Miłośników Śląskich Tradycji?
Grzegorz Stachak: Jestem po spotkaniu z Panem prezydentem Begerem, który zadzwonił do mnie wczoraj o godzinie 21:00 i poprosił o spotkanie. Na tym spotkaniu Pan prezydent powiedział, że cofnie tę decyzję. Zresztą wszedłem mu w słowo i powiedziałem, że nawet jeśli ktoś zostanie ukarany za tę decyzję, to fakt jest taki, że ludzie dostali wymówienia. Pan prezydent prosił, żebyśmy jednak zostali. Przy czym my już jesteśmy w 3/4 stamtąd wyprowadzeni. Szafy są porozdawane, dałem ogłoszenie w Internecie, że oddam za darmo. Część tych strojów przewiozłem do firmy, część jest w domu, część u kuzynki poupychałem, ale nie żeby to było rzucone, tylko żeby to wisiało. Teraz tę pracę znowu by trzeba było zrobić. Powiedziałem Panu prezydentowi, że jestem jeszcze z dwoma ludźmi umówieni, którzy nam zaproponowali lokale w ościennych miastach. Muszę to przemyśleć.
Czy chce Pan przeprowadzki?
Na rękę mi jest, żeby to było w Lipinach, bo nie będziemy robić wycieczki, żeby się ubrać do Bożego Ciała. Trzeba by było autobus postawić, żeby zajechać do tego ościennego miasta, tam się ubrać w strój i zaś jechać na Lipiny, żeby zrobić procesję lub wziąć udział w jakiejś uroczystości.
Kto zaoferował Panu, że przyjmie do siebie Nieformalną Grupę?
Zadzwonił taki Pan z Goduli, z Rudy Śląskiej. Prywatna osoba, która prowadzi firma. Chce nam udostępnić pomieszczenie około 70 m2, bez zobowiązań. Nawet za prąd nie musimy płacić. Powiedział "jedyne co, to będziecie musieli po sobie sprzątać". Nie na ręka mi jest gdzieś się tam smykać, tam (w Lipinach - red.) wszystko było pod ręką. Jak przyszła dziołcha, na przykład w zeszłym roku była dziołcha, która miała 11 lat, teraz już ma 12 lat, kształty zmieniła, bo dojrzewo i strój jej nie pasował, to myśmy szafa otwarli i inny strój dobyli, który pasowoł.
Wierzy Pan w to, że prezydent nie wiedział o podjętej decyzji dotyczącej wypowiedzeń?
Ja bym zrozumiał Pana prezydenta, jak dostał pierwszy sygnał. Na co on czekał? On czekał na to, jak do niego przyjdzie dziennikarka na wywiad 2-3 dni temu? To on się już po tym powinien zaroz skontaktować. Jo, prosty człowik, bym tak zrobił. A od dopiero jak mu się grunt pod nogami rozwalo, to on dopiero dzwoni do mnie. Jo bych nigdy nie popełnił takiej gafy, żeby telefonicznie kogoś poinformować, że mocie wymówienie. Jo bych do tego kogoś podjechał, żeby powiedzieć, że kasa miejsko jest pusto, budynek się nadaje do remontu, musimy go przekaza, ale w zamian tymczasowo, dopóki to nie będzie wyremontowane, momy coś w zamian do Wos. Może to jest małe, może to jest gorsze, ale też się tam poradzicie. My Wos naprawdę szanujemy. Jak jo bych pojechał do dżungli i by żech chcioł tam mieszkać, to chylę czoło przed ich obrzędami, przed ich tradycją, przed ich ubiorem, no bo chcę być częścią nich. Choć nigdy nie beda, ale żeby widzieli, że ich szanuja - że szanuja ich, ich przodków i dzieci. Ten cały dorobek kulturalny, jaki wnieśli.
Media pomogły?
Pomogły. Bardzo pomogły media.
Gdybyście mieli sprowadzić się z powrotem do CKŚ-u, czy nie będziecie bali się o bezpieczeństwo?
Pan prezydent mi tłumaczy, że jak ekspertyza przyjdzie, to rozmawiał tam z władnymi ludźmi ze straży, że można zrobić tak, że wyłączy się tylko jakieś sale z użyteczności, czy część budynku. Naraz wszystko można. A jakby nie media, nikt by się za nami nie wstawił, to by poszoł synek i dziołchy i nikogo by nie interesowało. I sprawdziło by się powiedzenie, że wielcy tego świata zawsze uciskali maluczkich. Niezależnie od tego, jaki to był wiek - czy to było średniowiecze, XIX i XXI wiek.
Co to za ekspertyza?
Tej ekspertyzy nikt nie widział. Wczoraj się dowiedziałem pocztą pantoflową, że podobno upływa termin 17 maja, żeby dostali na piśmie ekspertyza PPOŻ.
Tak Pan usłyszał od Pana prezydenta, że jak się wyłączy jakieś pomieszczenia, to będzie bezpiecznie?
No być może, że z osobami władnymi po stronie straży rozmawiał, że można tak zrobić, że np. ta część budynku stwarza zagrożenie, to można tymczasowo przenieść tam, usunąć albo doposażyć, czy zrobić tak, żeby to było w taki sposób, żeby można było doprowadzić do użyteczności, ale wtedy nikt nam nie powiedział. Dali nam na piśmie suche fakty, że momy się wynieść, że do 31 maja wszystkie swoje "zabawki" swoje pozbierać i do widzenia.
3/4 swoich rzeczy już wywieźliście?
Tak. Dałem do Internetu ogłoszenie, że oddam szafę. Zostało 6 szaf, a jedna leży rozkręcona i facet ma do końca tygodnia po nią przyjechać. I Pan prezydent to widział dziś, bo podobno tam był.
Ile szaf oddaliście lub sprzedaliście?
Dwie żech sprzedoł, bo były zabytkowe, a wzięli, niech no policza... z dwanaście szaf poszło.
Już oddaliście za darmo?
Tak. Tak samo figurki, które stoły na parapetach jak stroili na Boże Ciało, które miały po 70 lot, to tam już był nosek czy rączka miała brakujący element. Teraz żaden tego nie weźmie, to żech poszoł do grabarza, żech go poprosił, bo to rzeczy są poświęcone, nie wyrzucam takich nigdy do śmietnika, że jak grabarz będzie kopał mogiła, to niech to pochowa w płótnie bawełnianym, bo tak się robiło. Nie da się spolić gipsu. Chop mi to z przejęciem przyjął, ze łzami w oczach, że takie coś nos spotkało, bo ja mu powiedzioł co. Głową pokręcił. Nawet mioł taki szacunek do tego, że nie położył tego na ziemia, tylko położył na półka.
No i co teraz będzie, jak tych szaf nie macie?
Jo nie wiem, czy kupimy. Na razie zobaczymy jakieś tam stojaki, wieszaki, na zasadzie magazynu w teatrze. To trzeba jakimiś płótnami okrywać. Najemnicy państwowi robią to właśnie tak, że wszystko dostawają za darmo i niszczą, no bo nie zarobili. A jak jo na każdo sznurka zarobił, musiał wydeptać swoimi nogami i żech później kupował tego typu rzeczy, to znam tego wartość pieniężną i wartość emocjonalną. Czemu w miastach się niszczy budynki, które państwo polskie ukradło czy tam przejęło w 50. latach od prywatnych właścicieli? A no tymu, bo urzędnicy są najemnikami i oni nie widzieli, jak ich dziadowie i ojcowie pracowali na to, żeby ten dom powstoł, bo jak oni by widzieli, że ich ojcowie i dziadowie nie jednego musieli sobie odmówić, żeby ten dom powstoł, to by to szanowali. Jo żech widzioł, jak oni za piętnaście trzecia stoją przed lustrem ze szminką czekają, żeby wyleźć, a dziesiątego i tak wpłynie. Tu trzeba gospodorza, a nie najemnika. Nawet Pon Bucek w Ewangelii pedzioł, że najemnik ucieka, jak się coś robi, ale gospodorz łostanie. Jak by nos taki gospodorz wiózł z Łagiewnik do Piekor koniami na pielgrzymka, to jak łon z tymi koniami przyjechał do dom, to pierwsze zaopatrzył konie, a potem on dopiero zaczął jeść.
Czy te słowa "Tu trzeba gospodorza, a nie najemnika" są o prezydencie Świętochłowic?
Wie Pan co, nie chcę nikomu ubliżać. Jo nie kieruje to do... jo ogólnie mówia. Widziołem to, nie wiem, czy to się zmieniło, jak było Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej, to tam właśnie to było. To byli typowi najemnicy. Jak mieli coś zrobić, wyremontować albo zabezpieczyć, to wzięli okienka piwniczne zamurowali, gdzie była już wilgoć i ta wilgoć szła cały czas do góry. Mom kumpla, który mo dom i jak tylko się zrobi w marcu trocha, to on tam otwiera okienka, żeby ta wilgoś wyszła, co się przez zimę nazbierał. A później wilgoć idzie do wyższego piętra i później trzeba budynek przewrócić i nawet nie sprzątają po tym. Jak by się Pan przejechał na ulica Oświęcimsko, budynek przewrócony i taki zwał gruzu jest. Wyglądo to miejsce jak po katastrofie.
Dziś mamy 13 maja. W tym roku Boże Ciało będzie 3 czerwca. O ile pandemia pozwoli, żebyście w jakiś sposób mogli uczestniczyć w procesji, to jak to całe zamieszanie wpłynie na Wasz udział?
Normalnie jak jest przed majówką, to już się bierze zeszyt i się pisze plan procesji: że ta, ten może iść. I zaczyna się prać biołe rzeczy, krochmalić, prasować, przymierzoć. A jak tutaj my dostali trzydziestego takie pismo, to wszystko zostało zaniechane, bo jak? Jak do końca maja się masz wyprowadzić, a trzeciego jest Boże Ciało, no to nic jak wziąć osądzić jako chystianofobia, bo to teraz jest modne. Niech się tłumaczą. Jakbym był bezczelny. Tam kaj łazimy, nasi łojcowie - na pielgrzymka i do kościoła.
I co teraz z Bożym Ciałem?
Coś tam zrobimy, jak tam mogymy być. Było tak, że nic, że tylko pójdą trzy baby do sztandaru. Bo kaj oni się mają oblec? Na przystanku pod wiatą? A nawet jak by w doma, to kto im wszystko zawiąże? Potem cyrk przy kościele. Kiedyś my dawali ludziom, że się w doma pooblekali, to się nie podopinali, to potem pół Mszy zamiast Mszy patrzeć, to my musieli ludzi poprawiać. W domu kultury wszystko my mieli pod ręką. Dzisiaj jest trzynastego, nabożeństwo fatimskie w kościele. Takie cztery dziewczyny zadzwoniły do mnie kilka dni temu i powiedziały: Panie Grzesiu, mogemy iść jeszcze na ostatnie nabożeństwo? Serce się kraje. Oni w ogóle nie mają szacunku sami do siebie podejmować takie decyzje.
Dziękuję za rozmowę.