To autentyczna sytuacja z ulicy Mielęckiego w Katowicach. "Poinformowałem go, że w tym miejscu parkowanie jest niedozwolone, że może zostać ukarany mandatem" – opowiada jeden ze strażników miejskich. "Mam na to wyjeb***" – stwierdził kierowca.
Oto "jaśnie pan"
Zdajemy sobie sprawę, że w wielu rejonach miasta zaparkowanie, szczególnie w godzinach szczytu, graniczy z cudem - mówi Jacek Pytel, rzecznik Straży Miejskiej w Katowicach. Nikt mi jednak nie powie, że kierowca, która zastawia cały chodnik, nie zauważył w tym niczego nagannego, a kobieta z dzieckiem na rękach i z wózkiem musi zejść na jezdnię by ominąć "jaśnie pana" - dodaje. Takich "jaśnie panów" niestety przybywa bo parkujemy byle gdzie i nie myślimy o konsekwencjach. Te z kolei mogą być bardzo kosztowne - tłumaczy Jacek Pytel. Najpierw mandat do 500 zł. Kierowca, który zaparkował na torowisku tramwajowym i zablokował pół Śródmieścia musi liczyć się z tym, że auto będzie odholowane. W Katowicach to koszt kolejnych prawie 500 zł plus 39 zł za każdą dobę, gdy auto stoi na strzeżonym parkingu.
Strata czasu, a potem kolejne kłopoty
Nasza codzienna zmora - mówią pracownicy Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Katowicach. Mowa o autach zaparkowanych w taki sposób, że śmieciarka nie ma najmniejszych szans by przejechać i opróżnić kontenery. "Czarne punkty" w Katowicach to osiedle Tysiąclecia, Załęska Hałda czy niektóre uliczki w Śródmieściu. Musimy wtedy przyjechać np. drugi raz albo odbieramy śmieci po dwóch dniach, co wiąże się z dodatkowymi problemami dla wszystkich - tłumaczy Krzysztof Król z MPGK.
Kary za pół miliona!
Tylko w tym roku strażnicy miejscy z Katowic przeprowadzili ponad 15 tysięcy interwencji w sprawach nieprawidłowego parkowania, blokowania wyjazdu, założeniem blokady i nieużytkowanymi pojazdami. Sprawcy tych wykroczeń zostali ukarani 4835 mandatami na kwotę ponad 500 tysięcy złotych.