Szef Polskiej Grupy Górniczej mówi o spadającym imporcie węgla, tymczasem sprowadzamy go z tak odległych zakątków świata, jak Mozambik! W nocy Straż Graniczna w gdańskim porcie aresztowała przedstawicieli Greenpeace, którzy blokowali wpłynięcie statku z węglem z Mozambiku. Ekolodzy nie chcą by surowiec był wykorzystywany w polskiej energetyce.
Kiedy aktywiści Greenpeace pojawią się, by blokować śląskie kopalnie nie wiadomo. Ale górników bardziej niepokoi import węgla, jaki napływa głównie z Rosji do Polski.
Tomasz Rogala – prezes Polskiej Grupy Górniczej – tłumacząc przyczyny wzrostu ilości węgla na zwałach mówi, że w ubiegłym roku do Polski napłynęła duża ilość (w sumie blisko 20 mln ton) węgla z importu, było efektem swoistej "histerii popytowej", nie znajdującej potwierdzenia w rzeczywistych potrzebach rynku.
Dzisiaj, po skorygowaniu tego rynku, okazuje się, że import już spadł o 1,2 mln ton i dość dynamicznie spada, czyli rynek zaczyna się wyrównywać. Dlatego postanowiliśmy - wspólnie z energetyką - że nie będziemy popadać w kolejne euforie, ale zarządzimy tym stanem magazynowym, tymi przepływami węglowymi, w sposób racjonalny i rozsądny”
tłumaczy prezes PGG Tomasz Rogala
Tyle prezes PGG, tymczasem zwały węgla choć maleją dalej przyprawiają o zawrót głowy.
Zostało nam 11 lat, by zapobiec katastrofie klimatycznej. Jeśli nic nie zrobimy, to w ciągu zaledwie kilku dekad świat, który dziś znamy, przestanie istnieć. Polska musi do 2030 r. odejść od spalania węgla. Tymczasem nasz rząd, zamiast dbać o bezpieczeństwo Polek i Polaków i polską rację stanu, broni interesów lobby węglowego i importerów zagranicznych paliw" – Paweł Szypulski, dyrektor programowy Greenpeace Polska.
S24/PAP