Można z uporem powielać mechanizmy, które już wiosną nie przyniosły oczekiwanych rezultatów; na przykład poprzez przymusowe oddelegowanie lekarzy, typowanych na chybił trafił do oddziałów szpitalnych, cierpiących na niedobory kadrowe – napisał w liście otwartym do ministra zdrowia, Adama Niedzielskiego, dr Tadeusz Urban, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach.
Kolejne odezwy medyków i serie zdjęć w sieci z cyklu „My już po kawusi” mają uzmysłowić rządzącym, że nagonką na personel medyczny, wytykaniem złej woli czy braku zaangażowania, nie wygrają z pandemią i nie zniwelują przerażającego obrazu tego, co dzieje się w ochronie zdrowia.
Trzeba zmian. Lepiej późno niż wcale
Dr Urban proponuje by tak zmienić przepisy, aby lekarze posiadający dyplom, ale bez zdanego Lekarskiego Egzaminu Państwowego, mogli zasilić grono medyków niezbędnych m.in. w szpitalach. Dodatkowo dr Urban sugeruje, aby zmienić tryb przyjęć planowych tak, aby pacjent, po założeniu dokumentacji medycznej i pobraniu wymazu w kierunku SARS-CoV-2 mógł w trybie przepustki oczekiwać w domu na potwierdzenie ujemnego wyniku, po czym wracałby niezwłocznie do oddziału szpitalnego. Dzięki temu udałoby się uniknąć „odstawiania” na kwarantannę dużej części personelu medycznego w przypadku, gdy wynik u pacjenta będzie dodatni.
Rząd kontra medycy
Czy rząd posłucha propozycji medyków? Trudno to przewidzieć, choć retoryka „Wiadomości” TVP1 pozostaje niezwykle wymowna: rząd dba o obywateli, wprowadza godziny dla seniorów, mamy bazę, mamy przysięgę Hipokratesa tylko medycy nie chcą działać i w mediach trzeba do nich apelować.
„W ubiegłym miesiącu przepracowałem 264 godziny. Przepraszam za brak zaangażowania”. Z takim napisem sfotografował się przedstawiciel warszawskiego pogotowia.