Temat "lex TVN" to kolejny moment, w którym najważniejsi politycy opozycji (oprócz Konfederacji) występują ramię w ramię w całej Polsce i mówią, że tylko razem pokonają Prawo i Sprawiedliwość. O zjednoczeniu opozycji słyszymy od kilku lat i po paru nieudanych próbach trudno uwierzyć w taki twór. Zwłaszcza, że opozycja cały czas dzieli się na mniejsze kawałki.
W niedzielny wieczór w Katowicach, ale również w wielu innych miejscach w całej Polsce, zorganizowano protesty w sprawie "lex TVN". Tysiące ludzi (a według TVN-u i ich apelu do prezydenta Polski już ponad 2 miliony Polaków) nie zgadza się z nowym prawej, które zmienia warunki nadawania koncesji radiowych i telewizyjnych. W wielkim skrócie: właścicielem telewizji, która ubiega się o koncesję, nie może był zagraniczny podmiot z poza "zachodniej Europy". Grupa TVN należy do holenderskiej spółki Polish Television Holding BV, a ona zaś należy do amerykańskiego Discovery. Zmiany w prawie przewidują taką sytuację i również zakazują posiadanie polskiej telewizji lub radia pośrednio przez podmiot z poza "cywilizowanej" Europy.
Na niedzielnych demonstracjach pojawiło się mnóstwo zwykłych obywateli. Ponownie dołączyli do nich politycy opozycji, którzy ochoczo zabierali głos w tej sprawie. Między innymi w Katowicach powtarzali, jak ważne są wolne media. Dodawali, że istotą demokracji jest to, żeby każdy mógł przedstawiać swoje poglądy. Monika Rosa mówiła wprost, że bez wolnych mediów nie ma wolnych wyborów. Prawie każdy polityk opozycji w każdym mieście mówił, że Prawo i Sprawiedliwość to zło i należy to zło pokonać. Podobne hasła opozycja wypowiadała przez ostatnie sześć lat na wszystkich protestach. Sondaże wskazują na to, że samo mówienie i grożenie PiS-em nie pomaga.
Zabrakło ponownie jasnych deklaracji. Opozycja nie przedstawiła swoich propozycji na zmianę w prawie nadawania koncesji. Nie powiedziała w jaki sposób zabezpieczy np. TVN przed innymi próbami przejęcia kontroli nad tą grupą medialną. W końcu nie przyznała się do porażki, ponieważ od kilku miesięcy z ust polityków opozycji słyszymy, że Zjednoczona Prawica to fikcja i nie ma większości w Sejmie. Nawet w niedzielę Borys Budka mówił: "Oni tracą władzę". Chyba nie ma racji, bo okazuje się, że wystarczy 229 posłów, żeby zmieniać w Polsce prawo.
Symboliczna była końcówka katowickiego protestu. Jedna z organizatorek przejęła mikrofon po wypowiedziach wszystkich polityków i działaczy. Zaczęła mówić o tym, że ważne jest, żeby opozycja do następnych wyborów poszła zjednoczona. W tym momencie zająknęła się, tuż przed wypowiedzeniem roku najbliższych wyborów. Tłum na chwilę ucichł, słychać było tylko pojedyncze oklaski. Chwilę później powtórzyła pewnie rok najbliższych wyborów, czyli 2023. Słychać było oklaski, ale na pewno nie tak samo głośnie jak przy innych przemówieniach. Opozycja chce być zjednoczona, ale nie potrafi. W Katowicach obok siebie stanęli Borys Budka i Michał Gramatyka. Gramatyka odszedł z Platformy Obywatelskiej i można uznać, że zdradził Budkę. Kilka dni temu doszło do rozłamu na Lewicy. Nie przeszkodziło to Włodzimierzowi Czarzastemu w Warszawie w krzyczeniu ze sceny: "Chyba trzeba będzie tak zrobić", odnosząc się do skandowanego przez tłum hasła "zjednoczona opozycja". Na ten moment nie udało mu się zjednoczyć swojej Lewicy.