Prokuratura wszczęła śledztwo ws. śmierci górnika

Csm 89722005 2820977671355888 2042932126696865792 n 77aee3d080

Redakcja

18 marca 2020

Prokuratura Rejonowa w Bytomiu sprawdzi, czy śmierć 40-letniego górnika - ofiary poniedziałkowego wypadku w miejscowej kopalni Bobrek - mogła być następstwem niedopełnienia obowiązków przez osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i higienę pracy. Śledczy wszczęli już postępowanie w tej sprawie.

"17 marca 2020 roku wszczęte zostało śledztwo (...) w sprawie niedopełnienia obowiązków przez osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i higienę pracy, skutkujące spowodowaniem śmierci pracownika" - poinformowała we wtorek PAP bytomska prokuratura.

Kierunek śledztwa wyznacza art. 220 Kodeksu karnego, dotyczący narażenia życia albo zdrowia pracownika przez osoby odpowiedzialne za sprawy bezpieczeństwa (grozi za to kara do trzech lat więzienia), a także art. 155 Kodeksu, gdzie mowa o nieumyślnym spowodowaniu śmierci człowieka, za co grozi do pięciu lat więzienia.

Śledztwo prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnym osobom. Śledczy mają m.in. sprawdzić, czy prace w kopalni były prowadzone zgodnie z przepisami i zasadami bezpieczeństwa, a także ustalić szczegółowe okoliczności wypadku, do którego doszło w poniedziałek przed południem 840 m pod ziemią.

Niezależne postępowanie dotyczące wypadku prowadzi Okręgowy Urząd Górniczy w Gliwicach. Standardowo ma on sześć tygodni na zakończenie postępowania powypadkowego, z możliwością jego przedłużenia. Analizowana będzie m.in. dokumentacja dotycząca wyrobiska, gdzie doszło do zawału, oraz technologia prowadzonych tam prac. Na razie nie będzie natomiast bezpośrednich przesłuchań świadków - ze względu na zagrożenie koronawirusem.

CZYTAJ TAKŻE Darul chce spotkania z premierem

Ciało górnika, przysypanego fragmentami skał i przygniecionego elementami obudowy wyrobiska, ratownicy wydostali z zawału w poniedziałek wieczorem, po ponad 10 godzinach nieprzerwanej akcji. Mężczyzny nie udało się uratować. Przyczyną jego śmierci był uraz wielu narządów ciała - potwierdzi to jeszcze sekcja zwłok. Reanimacja nie przyniosła rezultatu. To czwarta w tym roku śmiertelna ofiara wypadków w polskim górnictwie i druga w kopalniach węgla kamiennego.

Jak poinformowała we wtorek PAP rzeczniczka Wyższego Urzędu Górniczego (WUG) w Katowicach Anna Swiniarska-Tadla, w chwili wypadku trzej górnicy z oddziału szybowego pracowali przy montażu stalowego rurociągu w przekopie nadosadnikowym (osadnik to miejsce, gdzie m.in. spływają kopalniane wody). W pewnym momencie doszło do utraty stabilności i podporności obudowy chodnika oraz obwału skał stropowych, wśród których był piaskowiec, łupek piaszczysty i węgiel.

"Zawał nastąpił na odcinku około 7 metrów, na całej szerokości ponad 4-metrowego wyrobiska" - relacjonowała rzeczniczka WUG. Skały i zniszczone elementy obudowy wypełniły cały, wysoki na 5,7 metra, chodnik. Dwaj górnicy zdołali wydostać się z wyrobiska o własnych siłach, trzeci został przygnieciony. Początkowo był przytomny i rozmawiał z ratownikami. Jednak gdy udało się do niego dotrzeć - już nie żył.

Aby wydostać rannego ratownicy musieli najpierw zabezpieczyć wyrobisko tak, by nie zagrażały im osuwające się skały. Gdy sytuacja była już stabilna, zaczęli przebierać rumosz skalny, bo dotrzeć do uwięzionego mężczyzny. Jego reanimacja nie przyniosła rezultatu - na skutek doznanych obrażeń ustało krążenie i oddech. Lekarz potwierdził zgon górnika.

Mężczyzna - ślusarz górniczy - był doświadczony pracownikiem, jesienią tego roku skończyłby 41 lat. Był żonaty, osierocił córkę. Spółka Węglokoks Kraj, do której należy kopalnia, zapewnia, że rodzina zmarłego zostanie otoczona opieką. Dwaj inni poszkodowani, którzy wyszli z zawału o własnych siłach, mają stłuczenia i otarcia. Po badaniach w szpitalu zostali wypisani do domu.(PAP)

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

13 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 6.4µg/m3 PM2.5: 5.8µg/m3