Coraz więcej czarnych chmur zbiera się nad Rakowem Częstochowa. Jeżeli klub nie będzie grał u siebie w następnym sezonie, zostanie zdegradowany do drugiej ligi.
Raków Częstochowa po awansie do Ekstraklasy gra mecze domowe w Bełchatowie. Wszystko przez to, że stadion przy ul. Limanowskiego nie spełnia już warunków Ekstraklasy i pierwszej ligi. Nie posiada podgrzewanej murawy oraz minimum 4,5 tysiąca krzesełek. Jednym z warunków otrzymania przez Raków licencji na ten sezon była obietnica władz miasta dotycząca wybudowania nowego obiektu lub modernizacji starego.
Pierwsze plany budowy stadionu dla Rakowa powstały rok temu. Wówczas wyliczono, że ta inwestycja będzie kosztowała miasto ok. 36 milionów złotych. Jednak po rozpisaniu rok później przetargu na zasadzie "zaprojektuj i wybuduj" okazało się, że najniższe oferty opiewają na 80 milionów złotych. To przerasta możliwości budżetowe Częstochowy. Dlatego nie wybrano wykonawcy. Pierwszy termin upłynął we wrześniu, drugi przetarg miał zakończyć się w październiku.
Zniecierpliwiony prezs PZPN-u Zbigniew Boniek wystosował do prezydenta miasta list, w którym zagroził degradacją Rakowa - Z całą mocą i powagą oświadczam, że brak postępów w budowie nowego obiektu Rakowa będzie skutkować brakiem przyznania licencji na Ekstraklasowe rozgrywki w sezonie 2020/21 (…). Z całym szacunkiem dla Pana, tysięcy kibiców z Pańskiego miasta, to nie są groźby, ale realny scenariusz, który wobec braku postępów w spełnianiu przepisów licencyjnych PZPN, może się ziścić bardzo szybko. Gra piłkarzy Rakowa na gościnnym stadionie w Bełchatowie to policzek dla potężnego miasta, jakim jest Częstochowa. Miasta, które nie potrafi zapewnić choćby skromnej areny piłkarzom Ekstraklasy - pisze Boniek.
CZYTAJ TAKŻE Boniek pisze do Matyjaszczyka
Rakowi grozi od razu degradacja na trzeci poziom rozgrywkowy i to już w następnym sezonie - nawet jeżeli utrzyma się w Ekstraklasie. Dlatego Krzysztof Matyjaszczyk postanowił działać. Na ostatniej sesji Rady Miasta zaproponowano modernizację stadionu "po łebkach" - informuje Gazeta Wyborcza. Oznacza to tyle, że miasto znajdzie wykonawcę, który przygotuje stary stadion w taki sposób, aby spełniał minimalne warunki licencyjne. Czyli: podgrzewana murawa i 1000 więcej krzesełek, w tym tyle samo pod zadaszeniem. Pozostaje pytanie o to, czy jest to rozwiązanie na miarę XXI wieku.