Ruch Chorzów dokonał niemożliwego. Pomimo małego budżetu i braku własnego stadionu, awansował do Ekstraklasy. Niebiescy udowodnili, że najważniejsze w sporcie jest serce do walki i współpraca wszystkich środowisk.
Niebiescy powracają do elity po sześciu latach nieobecności. W tym okresie drużynie groził całkowity upadek, bankructwo i wiele innych rzeczy. W styczniu 2023 roku okazało się, że piłkarze muszą pożegnać się z Cichą. Na szczęście presja kibiców i "gra polityczna" zmotywowały władze miasta do rozpoczęcia procedury, która pozwoli na wybudowanie nowego stadionu.
Te same władze teraz gratulują Ruchowi. W poniedziałek, 5 czerwca prezydent Chorzowa Andrzej Kotala spotkał się z zarządem, sztabem i piłkarzami drużyny Niebieskich. Pogratulował wszystkim szybkiej odbudowy i powrotu do Ekstraklasy.
Kotala przekazał też symboliczny czek. - Podjąłem decyzję o przekazaniu klubowi nagrody w wysokości 500 tysięcy złotych - napisał na Twitterze.
Chociaż nie jest to duża suma jak na realia piłkarskie, to każdy grosz Niebieskim się przyda. Zwłaszcza, że nadchodzi kolejny sezon w Ekstraklasie. Na szczęście najwyższa klasa rozgrywkowa oznacza również o wiele większe pieniądze m.in. z praw do transmisji, umów sponsorskich itd.
W tle powrotu Ruchu Chorzów na salony jest budowa nowego obiektu. Jeszcze w czerwcu chorzowscy radni mają zarezerwować w wieloletniej prognozie finansowej ponad 300 mln złotych. Będą to środki przeznaczone nie tylko na budowę obiektu, ale pokrycie bieżących opłat i odsetek z kredytu. Miasto czeka również na dofinansowanie rządowe, które ma pokryć ok. 50 proc. kosztów budowy stadionu, czyli 100 mln złotych.
fot. Andrzej Kotala, Twitter