Pożar, który wybuchł w sobotę w bytomskiej dzielnicy Stroszek, objął składowane na terenie nieczynnego zakładu odpady tekstylne. Decyzja zezwalająca na ich składowanie w tym miejscu została cofnięta ponad miesiąc temu, a firma była zobowiązana do uprzątnięcia odpadów - podał prezydent miasta.
Ogień zajął olbrzymie składowisko odpadów na terenie nieczynnych hal produkcyjnych przy ul. Łokietka - w pobliżu zajezdni tramwajowej. Strażacy przez wiele godzin walczyli z żywiołem. Szybko udało im się zabezpieczyć okoliczne budynki, jednak dogaszanie śmietniska było zadaniem o wiele trudniejszym. Z każdą sekundą do powietrza przedostawały się niezliczone ilości toksycznych substancji. Sytuacja była na tyle zła, iż Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego poprosiło mieszkańców Bytomia, Radzionkowa i Tarnowskich Gór o zamknięcie okien i niewychodzenie z domu.
Na razie nie wiadomo, co było powodem pożaru. To i inne szczegóły ustali śledztwo. Jak się okazuje, do tej sytuacji nie musiało w ogóle dojść. Według prezydenta Bytomia to składowisko śmieci było nielegalne.
Uwaga Bytomianie! Przy ul. Łokietka wybuchł pożar. Prawdopodobnie pali się składowisko szmat. Proszę zamknijcie okna i jeśli nie musicie, nie wychodźcie z domu dopóki strażacy nie opanują ognia. Decyzja na składowanie odpadów w tym miejscu została cofnięta ponad miesiąc temu. Firma była zobowiązana do uprzątnięcia odpadów. Sprawą zajmuje się policja.”
mariusz wołosz
Sprawą zajmuje się straż pożarna, policja oraz prokuratura. Właścicielowi grożą ogromne kary. Nawet milion złotych grzywny oraz pozbawienie wolności za spowodowanie zagrożenia dla mieszkańców i klimatu.