Horror w kopalni Pniówek trwa. W czwartkowy wieczór doszło do kolejnych wybuchów metanu. Po pierwszym zdarzeniu ranni zostali ratownicy, których udało się przetransportować na powierzchnię.
W czwartek, 21 kwietnia przed godziną 20:00 doszło do wybuchu metanu podczas pracy ratowników górniczych przy wydłużaniu lutniociągu w chodniku N-12 w rejonie ściany N-6, który miał umożliwiać dojście do poszukiwanych górników w ścianie. W rejonie zagrożenia przebywały dwa zastępy ratowników, czyli dziesięć osób. Po położeniu kolejnego odcinka lutnociągu, pomiary wskazały na rosnące stężenie gazów. Podjęto decyzję o wycofaniu zastępów. Podczas odwrotu nastąpił wybuch, a fala uderzeniowa dotarła do ratowników.
- Po dołożeniu kolejnej lutni, w trakcie wycofywania ratowników doszło do kolejnych wybuchów, w wyniku których podmuchy objęły 10 ratowników, którzy ulegli urazom. Wszyscy po wyjechaniu na powierzchnie trafili do okolicznych szpitali, większość z nich na obserwację - relacjonuje JSW.
Ratownicy o własnych siłach dotarli do bazy, gdzie przebadał ich lekarz. Następnie zostali przetransportowani na powierzchnię. Na terenie kopalni lądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Najpierw informowano, że po zdarzeniu siedem osób trafiło do szpitali. Stan trzech ratowników określono jako ciężki. Później wojewoda śląski poinformował, że liczba hospitalizowanych wzrosła do ośmiu osób.
Jedna osoba została przetransportowana śmigłowcem do Katowic. Pozostali ranni trafili do szpitali w Cieszynie, Jastrzębiu-Zdroju, Żorach, Rybniku, Pszczynie i Wodzisławiu Śląskim.
Pomiary wskazały, że po ewakuacji ratowników, doszło do kolejnych wybuchów metanu. Akcja ratownicza została wstrzymana, a w piątek rano zebrał się sztab, który zdecyduje o podjęciu kolejnych kroków.
Nadal poszukiwanych jest siedmiu osób. Zaginęli po środowych wybuchach. Są to ratownicy i górnicy. W tragedii w KWK Pniówek zginęło już pięć osób.